Kazimierz Brakoniecki Ostre Bardo
Tomasz Majzel Święty spokój
Karol Samsel Autodafe 9
Kazimierz Brakoniecki Ostre Bardo
Tomasz Majzel Święty spokój
Karol Samsel Autodafe 9
Maria Bigoszewska Gwiezdne zwierzęta
Jan Drzeżdżon Rotardania
Anna Frajlich Pył [wiersze zebrane. tom 3]
Tomasz Hrynacz Corto muso
Jarosław Jakubowski Żywołapka
Wojciech Juzyszyn Efemerofit
Bogusław Kierc Nie ma mowy
Andrzej Kopacki Agrygent
Zbigniew Kosiorowski Nawrót
Kazimierz Kyrcz Jr Punk Ogito na grzybach
Artur Daniel Liskowacki Zimno
Grażyna Obrąpalska Poprawki
Jakub Michał Pawłowski Agrestowe sny
Uta Przyboś Coraz
Gustaw Rajmus Królestwa
Rafał Sienkiewicz Smutny bóg
Karol Samsel Autodafe 8
Karol Samsel Cairo Declaration
Andrzej Wojciechowski Nędza do całowania
Wysiadłam z tramwaju gdy zauważyłam dziewczynę idącą przede mną. Szła dziwnym krokiem jakby nie szła a raczej płynęła. Jej rytm tak bardzo nie pasował do rytmu jaki narzucało miasto. Był upalny dzień. Lipiec 1993 we Wrocławiu. Światło słońca było intensywne. Na wylot przeszywało ulice i ludzi. Zaczęłam iść za nią jak zaczarowana jej dziwnym balansowaniem. Szła jak w zwolnionym tempie. Naraz wszystko straciło swój rytm. Oczywistość stawała się czymś ostatecznym. Rysopis ulic zmieniał się z każdym jej krokiem. Była tylko ona, ja i ulice, które wydawały się jak paszcza tygrysa. Nagle podmuch wiatru podniósł jej krótką czarną sukienkę z kapturem. I wtedy okazało się, że jest całkiem naga. Jej blond włosy spadały na jej ramiona. Nagość w centrum miasta była jak bunt. Jak coś co nie przynależy do ludzi. Ten widok był wstrząsający. I przerażający. Ona była jakby poza światem. Ukazywała jakąś śmiercionośną tajemnicę. Niby była a jakby nie istniała. Wydawała się jak jakaś zjawa z innego wymiaru, która przypadkowo trafiła na tę ulicę. Jej nagie nogi były w czarnych gumiakach. Te buty też miały w sobie coś nieludzkiego. Przerażały. Szła nieustannie jakby wymierzyła sobie nadludzki cel. Jakby szła w stronę niebezpieczeństwa. Jakby swoją nagością chciała ujawnić to nieustanne zmierzanie w stronę śmierci. Wszystko to działo się jakby w zwolnionym tempie. Nawet podmuch wiatru był do schwytania. Namacalny i tak bardzo widoczny. Jakby też był obnażony. Jakby nie był przypadkowy. Jakby to ona rozkazywała wiatrom. Nie była bezbronna. Jej orężem i zbroją była nagość. Wygórowany rachunek za bycie sobą. Spłacała dług czemuś co niezrozumiałe dla ludzi. Było to jak w czarno białych filmie, nie pamiętam kolorów. Wszystko tak nadludzko kontrastowało ze sobą. Było to tak silne przeżycie że do dziś pamiętam każdy szczegół. Kilkanaście lat później od tego zdarzenia odważyłam się o tym napisać. „Hologram między wymiarami” z tomiku „Hologramy” jest wierszem o tej dziewczynie. Bardzo trudno pisało mi się ten wiersz. Właściwie jestem z niego niezadowolona. Nie umiałam do końca wyrazić tamtego zdarzenia. Nie umiałam nazwać to co czułam patrząc na nią. Nie umiałam odnaleźć tych odpowiednich słów by oddać tamten klimat i nastrój. Nie umiałam załapać tamtego rytmu tak innego od rytmu codzienności. Na zawsze zapamiętam tę dziewczynę i kto wie czy kiedyś znów nie spróbuję napisać o niej wiersza.
© Ewa Sonnenberg