Kazimierz Brakoniecki Ostre Bardo
Tomasz Majzel Święty spokój
Karol Samsel Autodafe 9
Kazimierz Brakoniecki Ostre Bardo
Tomasz Majzel Święty spokój
Karol Samsel Autodafe 9
Maria Bigoszewska Gwiezdne zwierzęta
Jan Drzeżdżon Rotardania
Anna Frajlich Pył [wiersze zebrane. tom 3]
Tomasz Hrynacz Corto muso
Jarosław Jakubowski Żywołapka
Wojciech Juzyszyn Efemerofit
Bogusław Kierc Nie ma mowy
Andrzej Kopacki Agrygent
Zbigniew Kosiorowski Nawrót
Kazimierz Kyrcz Jr Punk Ogito na grzybach
Artur Daniel Liskowacki Zimno
Grażyna Obrąpalska Poprawki
Jakub Michał Pawłowski Agrestowe sny
Uta Przyboś Coraz
Gustaw Rajmus Królestwa
Rafał Sienkiewicz Smutny bóg
Karol Samsel Autodafe 8
Karol Samsel Cairo Declaration
Andrzej Wojciechowski Nędza do całowania
Wiele się przez tych 18 lat zmieniło, ale... nazwy pozostały.
Lubię nazwy podwarszawskich miasteczek. Dajmy na to taki Tłuszcz. Czy Państwo jechali kiedyś podmiejską kolejką z Warszawy do Tłuszcza (nigdy nie piszcie: Tłuszczu)? Wybite szyby, pomazane przez tzw. grafficiarzy (czytaj: malujących inaczej) wagoniki, smutni ludzie wracający z pracy do domu. I – oczywiście – przysłowiowe „kolejowe brudy”.
Albo na przykład Ząbki. Tamtejsi mieszkańcy chyba na niejednym zjedli zęby. Chociaż jeżeli chodzi o te sprawy, to na pewno mocniejszy jest Pruszków, ewentualnie Wołomin. Natomiast w Kobyłce powinni liczyć się z każdym słowem (na zasadzie: „Słowo się rzekło, kobyłka u płotu”). Dobrze nam się też kojarzą: ekologiczna Zielonka, moje imiennicze Marki (mogą być nawet nocne) i – powiedzmy to z radością – Wesoła.
Również Wielkopolska obrodziła w swojsko brzmiące nazwy: Oborniki, nieortograficzny Kórnik, czy słynące z więzienia i kuchenek – Wronki. Ale że poznaniacy zawsze byli ambitni, w Kórniku uwiła sobie gniazdko sławna biblioteka oraz Instytut Polskiej Akademii Nauk. Z Kórnika pochodzi też laureatka Nagrody Nobla.
A jak wygląda ten problem u nas. Czy Państwo wiedzą na przykład, jak utworzyć przymiotnik od słowa Głowno? Nie, nie głownieński, tylko głowieński! Mieszkają tu zaś głowienianie (zapewne tęgie głowy). Zresztą – jak donosiła lokalna prasa – Głowno to taki podłódzki Pruszków.
W Ozorkowie – podobnie jak gdzie indziej – trzeba uważać, aby nie wzięli nas na języki (z uwagi na zagrożenie chorobą wściekłych krów nie piszę wcale o wołowych ozorach). Nowy podział terytorialny ujawnił natomiast – czego byliśmy świadkami w telewizji – odwieczną przyjaźń i braterstwo Brzezin z Koluszkami (w lokalnej nomenklaturze opisuje je formuła: „żyje jak kaczedołki z węglarzami” albo odwrotnie).
Ale skończmy już z tymi niedorzecznymi – w gruncie rzeczy – docinkami i zajmijmy się poważniejszymi dociekaniami.
W ustaleniu etymologii nazw geograficznych często niezwykle pomocna jest znajomość historii. Fakt powstania w czasach zaboru rosyjskiego wpisany jest w nazwy Aleksandrowa i Konstantynowa. Ta pierwsza uwiecznia cara Aleksandra I, druga natomiast – wielkiego księcia Konstantego Pawłowicza (tego, którego wzięła cholera). A tak na marginesie – w XIX wieku Aleksandrów Łódzki wcale nie był Łódzki, tylko Łęczycki albo Fabryczny.
Nie mogę tu, oczywiście, nie wspomnieć o miastach tkaczy – Pabianicach (pamiętam jeszcze ze szkoły dosadne sztubackie porównanie) i Zgierzu, wymieniałem już bowiem miasto krawców – Brzeziny oraz pończoszników – Aleksandrów („skarpetkowo”).
W związku z wejściem w trzecie tysiąclecie czasem zadajemy pytanie – dokąd teraz płynie ta nasza Łódź? Należałoby sobie życzyć, aby nikt tu nigdy nie działał na zasadzie „Po nas choćby potop” i aby była to raczej opiekuńcza arka Noego, a nie idąca na dno łódź podwodna.
[„Kalejdoskop”, nr 5/2001, s. 9]
© Marek Czuku