Nowości 2022
Książki z 2021

Andrzej Ballo Albowiem

Alina Biernacka Kiedyś, jednak. Wiersze wybrane (1977-2020)

Maria Bigoszewska Złodziejska kieszeń

Jarosław Błahy Zaklęty w szerszenim gnieździe

Nicolas Bouvier Na zewnątrz i wewnątrz

Roman Chojnacki Pasterz słoneczników

Roman Ciepliński Życie zastępcze

Wojciech Czaplewski Książeczka wyjścia

Marek Czuku Róbta, co chceta

Adrian Gleń M [małe prozy]

Małgorzata Gwiazda-Elmerych Zapojutrze

Tomasz Hrynacz Emotywny zip

Tomasz Hrynacz Pies gończy

Jarosław Jakubowski Bardzo długa zima

Jarosław Jakubowski Ciemna Dolina

Lech M. Jakób Ćwiczenia z nieobecności

Zbigniew Kosiorowski Zapodziani

Kazimierz Kyrcz Jr Punk Ogito

Bogusława Latawiec Nieoznakowany szlak

Ryszard Lenc W cieniu Golgoty

Artur Daniel Liskowacki Cukiernica pani Kirsch (wydanie 2)

Artur Daniel Liskowacki Eine kleine (wydanie 4)

Artur Daniel Liskowacki, Bogdan Twardochleb Przybysze i przestrzenie. Szkice o pisarzach szczecińskich

Joanna Matlachowska-Pala Bezpowrotne

Piotr Michałowski Dzień jest wierszem, świat kolorem

Dariusz Muszer Dzieci krótszej nogi Syzyfa

Marek Pacukiewicz Wieki średnie

Małgorzata Południak Podróżowanie w przestrzeni

Karol Samsel Autodafe 4

Grzegorz Strumyk Wyjście

Michał Trusewicz Przednówki
 

MAŁOMIASTECZKOWE ZRYWY, Pogdyńskie powidoki

2018-06-22 15:44

W sobotę – 16 czerwca – przyjemność niewątpliwą miałem występować z recitalem w Gdyni. Przesympatyczny klub DeguStacja, choć z zewnątrz wygląda, jak jeden z tych bunkrów, których sporo u mnie w Policach. Właściciel-pasjonat. Dokłada do interesu, dokłada do poezji. Ktoś musi.

Gości niewiele – jak to na tego typu recitalach bywa. Ale tuż za ścianą, na zewnątrz urodziny (sto lat, sto lat, sto lat – i jeszcze jeden i jeszcze raz dobiegało z podwórka). W sumie klimat grillowo-wódkowy.

Właściciel-pasjonat wpada na pomysł, który sprawił, że przeszedł mnie dreszcz. Że niebo zawarło się nade mną, a pode mną otworzyła ziemia. Zaprosił towarzystwo urodzinowo-grillowo-wódkowe na mój recital... Na mój recital, na którym chciałem wyrywać ludziom serca i dusze. Na którym chciałem wstępować na szczyty. Szczytować wręcz.

Goście namówić się dali (na szczęście zostawili szaszłyki).

Wytrwali do końca. Wytrwali i słuchali. Wdawali się w bardzo piękne polemiki pomiędzy piosenkami. I... zażądali bisu. Wiem, że mógł tego powodem być ów alkohol, spożyty wcześniej.

A tak poważnie – po raz kolejny przekonałem się o tym, by nie oceniać nikogo przedwcześnie, pochopnie, by nie rzec – po okładce. Chyba poszedłbym dalej – by nie oceniać.

© Zbigniew Wojciechowicz