Karol Samsel Autodafe 9
Karol Samsel Autodafe 9
Maria Bigoszewska Gwiezdne zwierzęta
Jan Drzeżdżon Rotardania
Anna Frajlich Pył [wiersze zebrane. tom 3]
Tomasz Hrynacz Corto muso
Jarosław Jakubowski Żywołapka
Wojciech Juzyszyn Efemerofit
Bogusław Kierc Nie ma mowy
Andrzej Kopacki Agrygent
Zbigniew Kosiorowski Nawrót
Kazimierz Kyrcz Jr Punk Ogito na grzybach
Artur Daniel Liskowacki Zimno
Grażyna Obrąpalska Poprawki
Jakub Michał Pawłowski Agrestowe sny
Uta Przyboś Coraz
Gustaw Rajmus Królestwa
Rafał Sienkiewicz Smutny bóg
Karol Samsel Autodafe 8
Karol Samsel Cairo Declaration
Andrzej Wojciechowski Nędza do całowania
Nadmorski park był wyjątkowo pusty, jakby jesień wymiotła wszystkich w góry.
Pchnięty butem kasztan zatańczył, wyciął hołubca i zaczaił się w ciszy tuż przy krawężniku.
– Przepraszam pana bardzo. – Dogonił mnie cichy głos. – Dzień dobry.
– Dzień dobry – odpowiedziałem i spojrzałem w zwężone źrenice starczych oczu.
– Bo ja jestem tu pierwszy raz. – Zaczął niepewnie, jakby starał się usprawiedliwić swoją zaczepkę.
Spojrzałem kątem oka: kasztan leżał na swoim miejscu.
– Jestem z południa. Nie widziałem nigdy morza. Jak tam trafić?
Podniosłem wzrok i znów napotkałem małe czarne plamki oczu. Wskazałem ręką kierunek i powiedziałem coś o ponad stu metrach. Starzec nie ruszył się z miejsca.
– Nigdy nie widziałem morza. – Powrócił do swej mantry. – Ja nie wiem... trochę się boję... może pójdzie pan ze mną...
Wzruszyłem ramionami z pobłażaniem i ruszyliśmy wspinającą się lekko alejką. Minęliśmy leżącego bezgłośnie kasztana.
– Czy to już jest morze? – spytał nagle wskazując dłonią ciemną linię na niebie.
– Nie, to chmury – odparłem niewyraźnie i odwróciłem się mimo woli za leżącym z tyłu kasztanem, ale zniknął w cieniu.
Szliśmy.
– Pomyślałem sobie, że nie mogę tak po prostu umrzeć, nie widząc nigdy morza, prawda?
Nic nie odpowiedziałem.
Znad alejki wyłoniła się kolejna warstwa chmur. Starzec zwolnił kroku.
– Nie, to też chmury – uprzedziłem jego pytanie. Usłyszałem jak powietrze głośno opuszcza jego płuca.
Po kilku krokach powoli nad ścieżką zaczął wznosić się horyzont wyraźnie przecinający przestrzeń. Starzec bardziej stwierdził niż spytał:
– To już jest morze?
– Tak, to już jest morze.
– Tak – powiedział cicho. – To już jest morze...
Spojrzałem w jego rozbiegane teraz oczy. Źrenice wydały się jakby trochę większe.
© Zbigniew Wojciechowicz