Książki z 2021

Andrzej Ballo Albowiem

Alina Biernacka Kiedyś, jednak. Wiersze wybrane (1977-2020)

Maria Bigoszewska Złodziejska kieszeń

Jarosław Błahy Zaklęty w szerszenim gnieździe

Nicolas Bouvier Na zewnątrz i wewnątrz

Roman Chojnacki Pasterz słoneczników

Roman Ciepliński Życie zastępcze

Wojciech Czaplewski Książeczka wyjścia

Marek Czuku Róbta, co chceta

Adrian Gleń M [małe prozy]

Małgorzata Gwiazda-Elmerych Zapojutrze

Tomasz Hrynacz Emotywny zip

Tomasz Hrynacz Pies gończy

Jarosław Jakubowski Bardzo długa zima

Jarosław Jakubowski Ciemna Dolina

Lech M. Jakób Ćwiczenia z nieobecności

Zbigniew Kosiorowski Zapodziani

Kazimierz Kyrcz Jr Punk Ogito

Bogusława Latawiec Nieoznakowany szlak

Ryszard Lenc W cieniu Golgoty

Artur Daniel Liskowacki Cukiernica pani Kirsch (wydanie 2)

Artur Daniel Liskowacki Eine kleine (wydanie 4)

Artur Daniel Liskowacki, Bogdan Twardochleb Przybysze i przestrzenie. Szkice o pisarzach szczecińskich

Joanna Matlachowska-Pala Bezpowrotne

Piotr Michałowski Dzień jest wierszem, świat kolorem

Dariusz Muszer Dzieci krótszej nogi Syzyfa

Marek Pacukiewicz Wieki średnie

Małgorzata Południak Podróżowanie w przestrzeni

Karol Samsel Autodafe 4

Grzegorz Strumyk Wyjście

Michał Trusewicz Przednówki
 

MAŁOMIASTECZKOWE ZRYWY, Stary człowiek i morze

2020-07-16 13:44

Nadmorski park był wyjątkowo pusty, jakby jesień wymiotła wszystkich w góry.
Pchnięty butem kasztan zatańczył, wyciął hołubca i zaczaił się w ciszy tuż przy krawężniku.
– Przepraszam pana bardzo. – Dogonił mnie cichy głos. – Dzień dobry.
– Dzień dobry – odpowiedziałem i spojrzałem w zwężone źrenice starczych oczu.
– Bo ja jestem tu pierwszy raz. – Zaczął niepewnie, jakby starał się usprawiedliwić swoją zaczepkę.
Spojrzałem kątem oka: kasztan leżał na swoim miejscu.
– Jestem z południa. Nie widziałem nigdy morza. Jak tam trafić?
Podniosłem wzrok i znów napotkałem małe czarne plamki oczu. Wskazałem ręką kierunek i powiedziałem coś o ponad stu metrach. Starzec nie ruszył się z miejsca.
– Nigdy nie widziałem morza. – Powrócił do swej mantry. – Ja nie wiem... trochę się boję... może pójdzie pan ze mną...
Wzruszyłem ramionami z pobłażaniem i ruszyliśmy wspinającą się lekko alejką. Minęliśmy leżącego bezgłośnie kasztana.
– Czy to już jest morze? – spytał nagle wskazując dłonią ciemną linię na niebie.
– Nie, to chmury – odparłem niewyraźnie i odwróciłem się mimo woli za leżącym z tyłu kasztanem, ale zniknął w cieniu.
Szliśmy.
– Pomyślałem sobie, że nie mogę tak po prostu umrzeć, nie widząc nigdy morza, prawda?
Nic nie odpowiedziałem.
Znad alejki wyłoniła się kolejna warstwa chmur. Starzec zwolnił kroku.
– Nie, to też chmury – uprzedziłem jego pytanie. Usłyszałem jak powietrze głośno opuszcza jego płuca.
Po kilku krokach powoli nad ścieżką zaczął wznosić się horyzont wyraźnie przecinający przestrzeń. Starzec bardziej stwierdził niż spytał:
– To już jest morze?
– Tak, to już jest morze.
– Tak – powiedział cicho. – To już jest morze...
Spojrzałem w jego rozbiegane teraz oczy. Źrenice wydały się jakby trochę większe.

© Zbigniew Wojciechowicz