nowości 2024

Edward Balcerzan Domysły

Wojciech Ligęza Drugi nurt. O poetach polskiej dwudziestowiecznej emigracji

Tomasz Majzel Części

Karol Samsel Autodafe 7

książki z 2023

Andrzej Ballo Niczyje

Maciej Bieszczad Pasaże

Maciej Bieszczad Ultradźwięki

Zbigniew Chojnowski Co to to

Tomasz Dalasiński Dzień na Ziemi i 29 nowych pieśni o rzeczach i ludziach

Kazimierz Fajfer Całokształt

Zenon Fajfer Pieśń słowronka

Piotr Fluks Nie z tego światła

Anna Frajlich Szymborska. Poeta poetów

Adrian Gleń Jest

Jarek Holden Gojtowski Urywki

Jarosław Jakubowski Baza

Jarosław Jakubowski Koń

Waldemar Jocher dzieńdzień

Jolanta Jonaszko Nietutejsi

Bogusław Kierc Dla tego

Andrzej Kopacki Życie codzienne podczas wojny opodal

Jarosław Księżyk Hydra

Kazimierz Kyrcz Jr Punk Ogito w podróży

Franciszek Lime Garderoba cieni

Artur Daniel Liskowacki Do żywego

Grażyna Obrąpalska Zanim pogubią się litery

Elżbieta Olak W deszczu

Gustaw Rajmus >>Dwie Historie<< i inne historie

Juan Manuel Roca Obywatel nocy

Karol Samsel Autodafe 6

Kenneth White Przymierze z Ziemią

Andrzej Wojciechowski Budzą mnie w nocy słowa do zapisania

Wojciech Zamysłowski Birdy peak experience

City 6. Antologia polskich opowiadań grozy

WĘDROWNICZEK, Niezatarty obóz

2020-02-04 14:07

26.11.19 Łódź
W bibliotece wojewódzkiej odbywa się kolejne spotkanie Klubu Historycznego im. Stefana „Grota” Roweckiego. Wykład na temat multimedialnej rekonstrukcji niemieckiego obozu dla dzieci i młodzieży przy ulicy Przemysłowej w Łodzi wygłasza Artur Ossowski z Instytutu Pamięci Narodowej. Badacz specjalizuje się w historii II wojny światowej oraz Łodzi i jest jednym z najlepszych znawców poruszanej dzisiaj tematyki.
Niemiecki Prewencyjny Obóz Policji Bezpieczeństwa dla Młodzieży Polskiej przy ulicy Przemysłowej w Litzmannstadt powstał w grudniu 1942 roku w kwartale obecnych ulic: Górniczej, Plater, Brackiej i Przemysłowej na wyłączonej z terenu getta pięciohektarowej działce. W tym celu w bezpośrednim sąsiedztwie żydowskiego cmentarza wzniesiono trzymetrowy płot. Obóz podlegał nadzorowi niemieckiej policji kryminalnej i funkcjonował przez niemal 25 miesięcy – do 19 stycznia 1945 roku, czyli tzw. wyzwolenia. Przetrzymywano w nim wyłącznie dzieci narodowości polskiej do szesnastego roku życia. Według okupanta miał on odizolować od niemieckiego społeczeństwa tzw. element aspołeczny (Asoziale).
Teren podzielono na strefy męską (trzy czwarte obszaru) oraz żeńską (pozostałe 25 procent). Obowiązkiem więzionych dzieci była praca. Chłopców kierowano przede wszystkim do tzw. iglarni, gdzie prostowali igły tkackie. W ,,łapciarni” wyplatali słomiane warkocze i zszywali je w zimowe buty dla niemieckich żołnierzy. Natomiast dziewczęta szyły odzież roboczą, naprawiały mundury, pracowały w obozowej kuchni i pralni, szydełkowały i wyrabiały kwiaty z papieru. Ich praca była lżejsza niż chłopców. Od wiosny 1943 roku najsilniejsze dzieci wysyłano do podległego obozowi majątku rolnego w Dzierżąznej koło Zgierza.
– Moim celem było zrekonstruowanie obozu i zainteresowanie nim młodego odbiorcy – mówi Artur Ossowski. – Powstała już prezentacja multimedialna, oparta na filmie i zdjęciach lotniczych. Zachowało się jednak bardzo mało historycznych fotografii. Temat był nieco zapomniany. Teraz zmieniła się polityka historyczna, bo jeszcze w latach siedemdziesiątych podchodzono do tego inaczej. Miejsce było w czasie okupacji słabo rozpoznane, mimo że interesowało się nim podziemie. Po wojnie przetrzymywano tam Niemców oraz prawdopodobnie folksdojczów. W latach sześćdziesiątych cały obszar zabudowano blokami mieszkalnymi.
O dziewczęcej części obozu przy Przemysłowej sporo się dowiadujemy z relacji „wychowawczyni” Eugenii Pol, która podpisała folkslistę. Po wojnie została skazana na 25 lat więzienia. Podczas rekonstrukcji opierano się na planie Józefa Witkowskiego, który trafił do obozu w 1943 roku. Zebrał wtedy mnóstwo materiałów i w 1975 roku opublikował na ten temat monografię. Jednak nie wszystko, co podał, jest wiarygodne, np. łączna liczba piętnastu tysięcy więźniów. Obecnie przyjmuje się, że przez Przemysłową przeszło od dwóch do trzech tysięcy dzieci. Miał to być obóz pracy, a nie koncentracyjny. Panowała jednak duża śmiertelność, bo 7-8 procent. Akty zgonu potwierdzają 76 przypadków śmierci, mówi się też o 136 osobach zabitych. To jeden z bardziej represyjnych obozów, jeśli chodzi o dzieci i młodzież.
Najwięcej młodocianych więźniów pochodziło z Górnego Śląska i Opolszczyzny, następnie z Wielkopolski i Kujaw. Nikt im nie mówił, dlaczego tam trafili i kiedy wyjdą na wolność. Listy od bliskich mogły być przekazywane raz na miesiąc, a nawet rzadziej. Obowiązywała cenzura. Rodzicom wolno było przychodzić w odwiedziny, ale tylko przez bramę. Działy się tam dantejskie sceny, bo dzieci nie chciały ich wypuścić. Przez obóz przetoczyła się fala tyfusu. Ambulatrium było fikcją. Pracowała w nim jedna kobieta po przeszkoleniu sanitarnym, która dręczyła małych pacjentów. Po epidemii poprawiły się warunki.
Funkcjonariuszami byli policjanci, esesmani oraz folksdojcze. Z sadystyczną przyjemnością bili i poniżali, zdarzyło się też kilka bestialskich mordów. Potem się tego wypierali. Niektórzy z nich otrzymali po wojnie wyroki śmierci i zostali straceni. Do obozu trafiali przedwojenni policjanci, ale wcale nie byli lepsi od Niemców czy folksdojczów. Kopali, ciągnęli za włosy, przewracali, wyzywali. Nikt nigdy nie postawił im zarzutów. Wśród nadzorców było też kilku Ukraińców, Chorwatów i Białorusinów oraz niemieckich przesiedleńców z Siedmiogrodu i krajów bałtyckich.
Połowę kadry stanowili Polacy i Żydzi. Ich zadaniem było nauczanie zawodu. Dzieci pracowały, by wykonać normę. Początkowo była to „praca dla pracy”, potem stała się bardziej celowa. Dorośli nie wtrącali się do relacji między dziećmi. Mogły się bić albo zabierać sobie jedzenie. Niektóre z nich trafiły do obozu rasowego przy obecnej ulicy Spornej, gdzie były germanizowane. W 1944 roku część małych więźniów skierowano do pracy w łódzkich przedsiębiorstwach. Zdarzyło się kilka ucieczek – i z Przemysłowej, i z Dzierżąznej.
Sprawa obozu zaczęła żyć od 1960 roku, gdy zajęła się nią Okręgowa Komisja Badania Zbrodni Hitlerowskich. U byłych więźniów stwierdzono duży uszczerbek na zdrowiu. Kilkuletnie dzieci były poddawane ogromnej presji. Ludzie ci mówili potem: „Nie wiem, nie pamiętam”. Nie kryli też rozgoryczenia, gdy przekonywano ich: „Wasz obóz nie był tak ważny, tak okrutny, jak te dla dorosłych”.
Były w Polsce dziesiątki tysięcy obozów, o których pamięć została całkiem zatarta. O tym dzięcięcym na szczęście jeszcze się pamięta. W parku im. Szarych Szeregów stoi pomnik „Pękniętego Serca”. Wkrótce IPN zorganizuje wystawę, by łodzianie mogli poznać nie tak znowu odległą historię swojego miasta.

© Marek Czuku