Bieg z przeszkodami
Gdy się zgodziłem z tym, że wszystko marność
nad marnościami i że nic nowego
pod słońcem, nagle usłyszałem gwarną
radość smarkaczy, którzy się w rozbiegu
do jakiejś mety sposobili; może
do doczesnego raju poczucia, że jestem
jedynym takim, jakim chciałeś, Boże
mieć mnie i jakoś ustawicznie przez te
przeszkody niosłeś mnie, a ja myślałem,
że taki sprawny jestem, że nie muszę
wdawać się w jakieś umartwienia ciałem
chętnym do życia i wtopionym w duszę
tak nieśmiertelną, jak ono, gdy czuje,
jak mu daleko do tego mniemania,
że musi umrzeć; przecież tylko tu jest
wieczność i nic się za nią nie odsłania.
© Bogusław Kierc