Konrad Liskowacki
Liryzm tych wierszy jest szorstki, ale odważny. Bo nie boi się nazwać ciemności ciemnością, miłości miłością, jasności jasnością, rozpaczy rozpaczą. Jest inteligentny, lecz nie ucieka w ironię. Dlatego dotyka. Jest pełen kolorów, ptaków, owadów, zapachów wiosny, lecz jednak domyślnych, a nie zbawiających. Są one niemal same dla siebie, jak tło, na którym układana jest opowieść „między czarnym niebem a szarą ziemią”. Bo o tym to jest — o przetrwaniu w ciemni. O codzienności zanurzonej w cyklu, który wydaje się obcy. Który musi być obcy. Bohater wierszy nie ma złudzeń i równie sprawnie przygląda się zmianom otoczenia, społeczeństwu, co przeprowadza wiwisekcję własnej psychiki. Jak wychodzi na tej historii? Inny. Ale nadal jest i opowiada. Bo jest o czym opowiadać, mimo że „wszystko dokoła pulsuje / jakby już nic więcej nie miało się stać”. Konrad Liskowacki to świetny obserwator. Kto ma odwagę, niech spróbuje spojrzeć na świat jego doświadczonymi oczami.
Maciej Kulis
recenzje, noty:
*
promocje:
*
współfinansowane ze środków Miasta Szczecin