Mój Boże – tak pomyślałem sobie po poprzednich bazgrołach, i od razu przyszło mi na myśl, jak łatwo spoufalamy się z Bogiem. Niezależnie od tego, czy wierzymy, czy nie wierzymy. Nasza głupota (bo to jest głupota) pyszni się czymś, co udaje wiedzę (albo – co gorsza – mądrość). Przyszedł mi na myśl Ojciec. Nie Ten – Stworzyciel Wszystkiego (choć jakoś i On), ale ojciec, który sprawia, że rodzi się potomstwo.
Bardzo wybitny pisarz opowiedział mi o nienawiści, jaką żywił do swojego ojca, za którym biegał z siekierą, żeby go zabić. No tak, ale bez tego znienawidzonego ojca nie byłoby owego wielkiego pisarza.
© Bogusław Kierc