Karol Samsel Autodafe 9
Karol Samsel Autodafe 9
Maria Bigoszewska Gwiezdne zwierzęta
Jan Drzeżdżon Rotardania
Anna Frajlich Pył [wiersze zebrane. tom 3]
Tomasz Hrynacz Corto muso
Jarosław Jakubowski Żywołapka
Wojciech Juzyszyn Efemerofit
Bogusław Kierc Nie ma mowy
Andrzej Kopacki Agrygent
Zbigniew Kosiorowski Nawrót
Kazimierz Kyrcz Jr Punk Ogito na grzybach
Artur Daniel Liskowacki Zimno
Grażyna Obrąpalska Poprawki
Jakub Michał Pawłowski Agrestowe sny
Uta Przyboś Coraz
Gustaw Rajmus Królestwa
Rafał Sienkiewicz Smutny bóg
Karol Samsel Autodafe 8
Karol Samsel Cairo Declaration
Andrzej Wojciechowski Nędza do całowania
Ustrzyki Górne z 30 kwietnia na 1 maja
Bieszczady to góry historycznie obciążone tragediami ludzkimi. Tu Polacy rzezali Ukraińców. Ukraińcy nas. Łemkom korzenie powykręcali, że kamień na kamieniu się nie ostał. Bieszczady jak Solina – trochę naturalne, trochę sztuczne. Taki karbinadel. Tu nikt nie jest stąd. A szkoda. W przewietrzone ludzkimi tragediami przestrzenie różne rzeczy się pakują – dobre i złe, mądre i głupie. To ciekawe, że dość łatwo wielu młodych się tu osadza i robią sobie przestrzeń swojską, jakby się na tej ziemi oblanej śmietaną rodzili, jakby od oseska ślizgali się tyłkiem po bieszczadzkim smalcu.
Świt bieszczadzki wchodzi biedronkami do naszych okien. Przem przeciera oko, ja też. Jakieś rzężenie za oknem, walenie, trzaskanie. We mnie w środku siedzi przemoc i drzemka. Walka z biedronkami. O pół ósmy realna pobudka. Mycie, kupa, zęby. Siedzimy sobie z biedronkami, Przem wpatrzony w aurę i na zarysy Bieszczadów. Wyciągamy nasze buciory na Bieszczady. Na śmietanę, smalec, masło.
© Maciej Wróblewski