29 maja 1986
Przyłączyłam się do zespołu muzycznego, bardzo chciałam z nimi grać, brakowało im czwartego. Usiadłam przy organach i cicho je wypróbowywałam, a gdy nadeszła chwila złej ciszy, spróbowałam ją wypełnić prostą, harmonijną melodyjką. Udało się to. Nawet szaleńczo ubrany lider zespołu o paznokciach pomalowanych brązowym lakierem, w boa z kogucich piór na szyi, przycichł ze swoim szarpaniem strun i pozwolił mi wygrać mój kawałek: małą melodię. Nieśmiałe granie było zupełnie niezłe jak na kogoś, kto próbuje pierwszy raz. Mimo to, nie zaakceptowano mnie w zespole.
© Marta Zelwan