Ludzka cywilizacja zawsze przegrywa z cywilizacją snu. Ludzie zapominają o tym, czego nie mogą ogarnąć myślą. Nie wiedzą, że jedni zastępują drugich. Duch czasu zastępuje wszystkich. Niektórzy wyjeżdżają na wyspy tropikalne. Widzę na plaży prowizoryczne biurko recepcji hotelowej. Słońce wytrawia w nim ciemnoczerwone plamy, w piasku pomarszczony brąz. Kiedyś stał tu wspaniały zamek, mówią rodzice, nie mają przecież stu ani dziewięćdziesięciu pięciu lat, aby tu nie przyjeżdżać, w tym wiwarium, w warunkach zbliżonych do naturalnych, można żyć, ich roziskrzony wzrok ludzi szalonych ze szczęścia jest rodzajem światła, oceanem światła, w którym iskry skaczą jak srebrne ryby. Ocean zbliża się szybko. Wbiegam po krzywych schodkach na mansardę hoteliku zarezerwowanego na tę chwilę, gdy fale rozbijają się o brzeg.
© Marta Zelwan