MARTENKA MIECZYSŁAW (1920-2013). W sowieckich dokumentach występuje jako Martenko Mieczysław Sylwestrowicz; aresztowano go w Wilnie (22 X 1939), w wyniku ulicznej prowokacji: „Po dwóch tygodniach przewieziony do Starej Wilejki. Więzieniem, w którym się znalazłem, obdarowała miasteczko caryca Katarzyna II. Z jej polecenia wzniesiono tę budowlę i stała się ona miejscem kaźni wielu pokoleń Polaków. Tu mój pobyt okazał się najdłuższy, bo do października 1940 r. (...) Moimi współtowarzyszami byli różni ludzie. Między innymi były rektor Uniwersytetu Stefana Batorego w Wilnie profesor medycyny Władysław Jakowicki — ideał człowieka i towarzysza niedoli. (...) Złamany warunkami, traktowaniem zachorował i znalazł się w izbie chorych, gdzie i ja leżałem. Jeden z lekarzy więziennych, Żyd — były jego student — widząc jego ciężki stan, chciał go lepiej traktować jak innych chorych. Profesor się na to nie zgodził, oświadczając, że chce być traktowany na równi z innymi więźniami. W niedługim czasie zmarł” (Stara Wilejka, 1940).
Do autora „Randki” będę wracał. Nigdy nie czytałem o profesorze Jakowickim: „był lekarzem i oficerem Pierwszej Brygady, a po wojnie, przez pewien okres pełnił funkcję prezesa Związku Legionistów. Chyba też z tego powodu znęcano się nad nim”.
Relacja łagiernika Mieczysława Martenki obfituje w nazwiska naszych zesłańców (Abramczyk, policjant Piątek, doktor Rymkiewicz z Grodna, Strzelecki, ksiądz Martynceli, Hołoga, nauczyciel Paszwiński), jak wiadomo, każdy poeta potrzebuje nazwisk, ażeby zaproponować bodaj krótką opowieść: „Pociąg dowiózł nas do miasta Uchty — położonego w Komi ASRR, słynnego z dużych pokładów ciężkiej ropy, którą mieliśmy wydobywać. Moim miejscem zamieszkania stał się Okrużnoj Łagiernyj Posiołek nr 4” (I 1941).
[17 VIII 2026]
© Eugeniusz Tkaczyszyn-Dycki