NOWICKA JADWIGA (1929-2014). Wzmianka o sybirakach Malinowskich. Przeczytajmy list Janiny Nowickiej (ur. w 1926 roku), pisany na zesłaniu do młodszego rodzeństwa: „tata opuszcza nas, żeby zaciągnąć się do Armii imienia Tadeusza Kościuszki. To nasza jedyna nadzieja na to, by kiedyś wrócić do Polski. Po Waszym wyjeździe do Aszchabadu Sowieci zlikwidowali naszą polską ambasadę i wielu ludzi wysłali z powrotem do łagrów. Nam udało się uciec, zanim do tego doszło, i zamieszkaliśmy w małej dwuizbowej chatce z inną polską rodziną, Malinowskimi, około 200 kilometrów od Kujbyszewa. Zdrowie mamy bardzo szybko się pogorszyło i zmarła 24 maja 1943 roku. (...) Tata chorował wtedy niemal śmiertelnie na zapalenie płuc, więc to mnie przypadło znalezienie miejsca pochówku. Mama chciała być pochowana w swojej ulubionej czerwonej sukience, tej samej, którą miała na sobie, kiedy odprowadzaliśmy Was na pociąg. Udało mi się pochować ją na miejscowym cmentarzu (...), włożyłam jej do trumny węzełek z jej ukochaną polską ziemią” (13 III 1944).
Nowickich deportowano z wołyńskiej Dąbrowy (10 II 1940), nie wiemy, skąd wywieziono Malinowskich. Albo Janinę Ptakową, która na zesłaniu straciła dwoje dzieci.
Z sześciorga rodzeństwa Nowickich wymieńmy chociażby Jadwigę Nowicką, późniejszą bernardynkę. Zapewniam, że nie zignorowałbym wspomnień sybirackich siostry Reginaty („ostatnie lata życia spędziła w klasztorze Bernardynek w Reading w Pensylwanii”), nie zignorowałbym również relacji Janiny Dobrostańskiej, która opiekowała się syberyjskimi sierotami (osiedle Balachadi, osiedle Valivade), m.in. trojgiem Nowickich. To piękna postać.
O Dobrostańskich i Malinowskich będę informował przy następnej okazji. Podobnie jak o Bronisławie Szymanowskiej, deportowanej z dwutygodniowym niemowlęciem (10 II 1940), w co trudno uwierzyć.
[18 IX 2025]
© Eugeniusz Tkaczyszyn-Dycki