REMFELD-NIEDŹWIECKA (1899-1986). Deportowana m.in. z córką Władysławą Niedźwiecką (ur. w 1922 roku). Jej syn, Tadeusz Niedźwiecki (1925-2021), pozostaje autorem interesujących wspomnień, zaglądam do „Syberyjskich okropności”, czyli do jednego z rozdziałów: „Kiedyś wiozły ich (...) carskie kibitki, a później te same kibitki wiozły ludzi niewygodnych dla władzy radzieckiej, często niewinnych, i wreszcie owe kibitki w latach 1939-1941 zastąpiono zwykłymi bydlęcymi wagonami, którymi wywożono mnóstwo ludności polskiej tylko dlatego, że byli Polakami. Taki los spotkał i moją rodzinę”.
Niedźwieckich zabrano z Grajewa (13 IV 1940), w transporcie znaleźli się również Orłowscy z Wąsosza i Ryczanowscy z Choroszczy. Wzmianka o Orłowskich robi na mnie szczególne wrażenie, znam co najmniej trzy różne familie Orłowskich, deportowanych w głąb ZSRR. Wymieńmy chociażby nauczycielkę Zofię z Mantorskich Orłowską (1905-1995).
Koniecznie muszę odpocząć od sybiraków Bilewiczów i Czarnuszewiczów, Czupkiewiczów i Raszkiewiczów, od ich świadectw: „Po kilku tygodniach (...) podróży bydlęcymi wagonami, wciąż na wschód i na wschód, transport więźniów dojechał do Władywostoku. Z Władywostoku zostali przewiezieni statkiem przez Morze Japońskie i Ochockie do portu Magadan, gdzie załadowano ich na ciężarówki. Cała kolumna ciężarówek skierowała się na północ, ku widniejącym w oddali górom. Wjechali w zlodowaciałą pustynię, kraj zwany Kołyma, rozciągający się stąd aż do Oceanu Lodowatego” (VI 1941; relacja łagiernika Jana Czupkiewicza).
[10 VII 2025]
© Eugeniusz Tkaczyszyn-Dycki