SKIRGAJŁO WITOLD. Zofia Rosińska i Halina Ścibior, Roman Kalista i Artur Słomiński, Maria Grzegorowska i Franciszka Zajkowska. To zesłańcy, których chciałbym dziś odnotować, choć najprawdopodobniej nie pozostawili wspomnień. O relację zadbał Henryk Skirgajło (1935-2019), młodszy brat Witolda, ale nie znam dęblińskiej książki, nie odszukałem i nie dotarłem do wielu publikacji.
Po raz kolejny wracam do modlitwy sybiraków („Spontaniczna, wzruszająca, pełna błagalnych słów modlitwa tułaczy, zanoszona przez nas często do Boga. Tekst spisany przeze mnie w 1942 r.”), proponuję początek modlitwy, w której wypatrzyłem najezdników. Nie najeźdźców, lecz najezdników: „Boże wszechmocny, Boże zastępów, ścielimy się do stóp Twoich z błaganiem, by wrogowie opuścili już ziemię naszą. Prosimy Cię, o Panie, byś powadził swym gniewem ciemiężców i najezdników, którzy trzymają nas w niewoli i ucisku, i najlepszych synów naszego narodu wytracają”.
Wspomnienia ogłosił Jan Karyszkowski („Z Wilna do Kaługi i jeszcze dalej...”), bardzo mnie interesuje łagiernik Jan Bober („Za drutami obozów sowieckich”), o każdą z tych książek trzeba się zatroszczyć. A łagiernika Adama Gorayskiego (1921-2000) należy wprowadzić do poezji, zainstalować w kilku co najmniej wierszach.
[VIII 2025]
© Eugeniusz Tkaczyszyn-Dycki