Szukasz czegoś, co cię zaintryguje. Jakiejś odmiany, miękkiej trawy, puszystych kapci, drobiazgów z dna oceanu. Podrywasz się któregoś dnia i wykrzykujesz zdania o oddychaniu, dbaniu o jelita. Rozprostowujesz palce. To jest ten moment, w którym mówimy: tak, tak. Zabawnie mrużymy oczy, zamiast milczeć działamy na własną rękę. Później długo wpatrujemy się w horyzont, by nie uronić ostatnich fragmentów/promieni. Szukałam wrażliwości, poetyckiego zaskoczenia, garści sensownych puent. Oczywiście nie obyło się bez przekleństw.
© Małgorzata Południak