Co było dalej? Nie wystarczało tu i teraz. Pamiętam dreszcze, kiedy, zdobywając sprawność harcerską, zasypiałam samotnie w lesie. Wtedy potrzebowałam nie tylko odwagi i wody do picia. Wracam do tamtych chwil. Myślę sobie, że zachód słońca nad mazurskimi jeziorami kolorował moje upiory. Do dzisiaj nie wiem, do czego była potrzebna ta sprawność. Traperskie buty uczepione plecaka, saperka i finka. Tępa. Nie mogłam nią przeciąć źdźbła trawy. Kolejne zadania, reguły. Nie mieściłam się w nich. W końcu rzuciłam to wszystko i wyjechałam do Jarocina. Tak, punki biorą się z życia. Z małego palca, z radości taplania w błocie.
© Małgorzata Południak