Przepadło zdanie, które zapisałam tydzień temu na żółtej kartce. W zamyśleniu każde słowo powtarza się jak mantrę – w głowie albo na styku linii biodra i niczego, w piwnych oczach, w akcentach środka. Rezonujemy i patrzysz na mnie przez zadymione szkła okularów. Wydaję się jakaś ponura, z resztą na opuszkach palców mam resztki kremu czekoladowego. To jakby odbiera mi miano ponuraka, ale dodaje też innych cech. Godzę się z przeszłością. Jak zawsze. Chcę przez to powiedzieć, że niedawno wróciłam ze spaceru, patrzyłam z łagodnością na niebo, szukałam wiatru. Paddy powiedział, że mam poczekać. Czekam.
© Małgorzata Południak