Nagle z książki o wypiekach wypadają liście miłorzębu. Gniazdo, skrawek materiału od Kariny. Układam te rzeczy w szufladzie. A po drugiej stronie łąki powódź. Muł odrywający się od dna. Otwarte domy. Dzwonki owiec. Rozmyte ścieżki graniczące z kamiennymi murkami. Wiatr, który przenika system nerwowy. Mężczyźni przekopujący ziemię. Podziemne kręgi albo lisie nory – jak obrazki z bajek. Pokłady słów, echo. Nawoływanie i uczucie przypadkowego lęku. Nie wiem, skąd pochodzi, z której sztuki wywlokły ją dzieci. Między nami pozostało jedynie cierpienie, kłębki wełny.
© Małgorzata Południak