Kazimierz Brakoniecki Ostre Bardo
Tomasz Majzel Święty spokój
Karol Samsel Autodafe 9
Kazimierz Brakoniecki Ostre Bardo
Tomasz Majzel Święty spokój
Karol Samsel Autodafe 9
Maria Bigoszewska Gwiezdne zwierzęta
Jan Drzeżdżon Rotardania
Anna Frajlich Pył [wiersze zebrane. tom 3]
Tomasz Hrynacz Corto muso
Jarosław Jakubowski Żywołapka
Wojciech Juzyszyn Efemerofit
Bogusław Kierc Nie ma mowy
Andrzej Kopacki Agrygent
Zbigniew Kosiorowski Nawrót
Kazimierz Kyrcz Jr Punk Ogito na grzybach
Artur Daniel Liskowacki Zimno
Grażyna Obrąpalska Poprawki
Jakub Michał Pawłowski Agrestowe sny
Uta Przyboś Coraz
Gustaw Rajmus Królestwa
Rafał Sienkiewicz Smutny bóg
Karol Samsel Autodafe 8
Karol Samsel Cairo Declaration
Andrzej Wojciechowski Nędza do całowania
Już sam tytuł trzeciego tomu Kacpra Płusy, „Brzydki charakter. Pisma” (Łódź 2019), oddaje w telegraficznym skrócie istotę jego poezji. A więc po pierwsze określa ją lingwizm, bo nazwę można czytać dwojako: z kropką i bez niej. Po drugie: ironia z autoironią oraz przewrotnym humorem, bo któż w wieku 27 lat wydaje pisma (w domyśle: zebrane)? No i po trzecie: nuta dekadenckiego podejścia w ocenie siebie i świata, bo brzydki charakter może mieć nie tylko pismo, ale i jego autor, a zapewne również otoczenie.
Bohater Płusy to wrażliwy cynik, „bad manner” i niepokorny outsider, poszukujący wartości bluźnierca i pozbawiony złudzeń metafizyk. Na jego świat składają się mieszkania w blokach, dworce, knajpy, szpitale i hotele, a zaludniają go ludzie z korpo i marginesu, bezrobotni i „zapijaczone mordy poetów najnowszych”, wariaci i kierowcy „o numerze bocznym 666”. Leje się wódka, palą się papierosy, wspomina się smak ciał dziewcząt i LSD. To niesłabnące echo czasów kontrkultury, poetów przeklętych i bitników, rocka i jazzu.
Język prowadzi poetę do zaskakujących skojarzeń, wynikających zarówno z brzmienia słów, jak i ich kontekstów. Wypowiedzi przybierają niekiedy formę jakby strumienia świadomości, tworzonego przez zbitki sloganów i utartych haseł z kręgu popkultury, reklamy bądź współczesnych kodów kulturowych. Gdyby traktować serio te zapisy egzystencjalnych w końcu doświadczeń, przechodzące w błyskotliwy sposób jedne w drugie, to ta konsekwentna logorea sprowadziłaby świat do absurdu. Ale czyż nie ma w tym ziarnka prawdy, że „życie jest snem wariata śnionym nieprzytomnie”?
To wszystko jednak tylko artystyczna poza. Podmiot pragnie szczerej przyjaźni, autentycznego kontaktu z Bogiem i z kobietą. W rzeczywistości okazuje się to niezmiernie trudne. Wiersz również nie jest w stanie sprostać tym wygórowanym oczekiwaniom. Stąd ironiczna, ale i bezradna konstatacja: „mimo że mam dwadzieścia cztery lata, już wiem, czym jest poezja, która nie ocala”. Bo nie ocala!
© Marek Czuku