copyright © https://www.facebook.com/maslowskimarcinn 2026
Zbiór dwudziestu jeden opowiadań Krzysztofa Maciejewskiego zabiera na wyprawę z pogranicza światów realnego i onirycznego. Jest to zbiór zawierający treści ciekawe, podanych smakowicie i z „podkręceniem”, ale też takich, które niestety giną gdzieś w tłoku wśród innych.
Notuję te kilka słów o książce z serii „piętnastka” po pewnym czasie od zakończenia lektury. Być może popełniłem błąd przy samym założeniu — trzeba mi było zabrać się za pisanie o wiele szybciej, ale po odłożeniu książki wiedziałem, że nie wszystko mi w niej „zagrało” i (ryzykując straszliwie) postanowiłem poczekać, aż pamięć wrażeń zrobi swoje i poukłada rozgardiasz. Przyznaję się do porażki — wciąż nie potrafię złapać przysłowiowego króliczka, który uciekał w trakcie lektury, niekiedy niemal dawał się pojmać, by po chwili czmychnąć hen, daleko. W tekstach Krzysztofa Maciejewskiego nie dostrzegłem żadnej myśli, która wszystkie je kolekcjonowała spójnym zamysłem. I tak raz doświadczamy spotkań tajemnych, jak w przypadku zabawy w chowanego i dziewczynki ze szczelin, pogrążamy się w fantastycznej krainie, gdzie apokryf (czyżby?) spotyka nowe znaczenia (jest tu m.in. Agenor, syn Posejdona i Libii, ojciec Europy, Bazylides, a więc ten, który „posiada władzę” i Chryzogon, „złote dziecko”), lądujemy w klaustrofobicznie ciasnej piwnicy i słyszymy wołania porwanego, jako członkowie rodzin pojedynkujących się rycerzy dochodzimy roszczeń odszkodowawczych od zakonnic („Rycerze w opresji” to najlepsza nowela w tomie), doświadczamy śmierci w pralni, wsłuchujemy się w opowieść trzech kobiet siedzących przy jednym stoliku, a w innym opowiadaniu — w wyznania mordercy o jego „dniach chwały”. Gdzieś tam, między rozdziałami, przemyka gadający labrador, Eurydyka, Borges, Jung, więźniowie Dachau (cóż za pokrętna, być może dla niektórych mogąca być skrajnie kontrowersyjną historia) i pewna Alicja, która przenika przez lustro, a może nie, sam już nie wiem.
Jest to, jak mam nadzieję udało mi się ukazać, panoptikum form wszelakich i treści odmiennych, labirynt, w których próżno szukać pozostawionej przez autora nitki, która poprowadzi nas ku wyjściu. Jest tu i czarny humor i groza, fantastyka miesza się z filozofią, urokliwy mit z krwawą codziennością dnia. Summa summarum trafiamy do leża minotaura.
I być może odpowiedź na pytanie, czym jest zbiór dwudziestu jeden opowiadań, podsyła sam autor, gdy ustami pewnej „wrzącej” istoty mówi: „wszystkie swoje opowieści noszę pod skórą. Tam też kotłują się wspomnienia, podgrzewają na ogniu, mieszają się z kłamliwymi wyziewami moich komórek”.
Dla dociekliwych.
Marcin Masłowski
Krzysztof Maciejewski Dwadzieścia jeden – http://www.wforma.eu/dwadziescia-jeden.html