copyright © https://www.facebook.com/apeironliterackomuzyczny 2026
Jak wiele smutku i bólu można zawrzeć w kilku wersach?
Jak przenieść na kawałek papieru ogrom traumy i żalu?
Jak bardzo można się obnażyć, by zamknąć przeszłość w tomiku poezji?
Na te wszystkie pytania zna prawdziwą odpowiedź Maria Bigoszewska.
Już samo czytanie jej „Gwiezdnych zwierząt” jest przeżyciem niezwykłym.
Tak blisko piszących rzadko jako czytelnicy jesteśmy.
Waga wyznań, które autorka nam w tym drobnym tomiku przedstawiła, jest za to największa, bo przeraźliwie intymne są to wiersze.
Atmosfera nieustannego emocjonalnego szarpania i ciężkich [także psychofizycznych] jego skutków pojawia się w większości tych liryków.
Potęgują ją bezkresna samotność i niezrozumienie.
Są kolejne rozstania i powroty, które nigdy nie kończą się dobrze.
To tak jakby oni [tych dwoje] pochodzili z różnych planet i mówili innymi językami.
Jest niezdrowo.
Niepewnie.
Nielogicznie.
[Czy o to naprawdę chodzi?]
Spójrzcie tylko na kolejne foty.
Studnia przygnębienia bez dna.
Gwiezdne zwierzęta choć potrafią się odnaleźć we wszechświecie, to nie umieją się ze sobą porozumieć.
Ktoś jest zbyt mocny, ktoś za słaby, by powiedzieć „dość!”.
Mimo wszystko jednak, mam nadzieję, że dzięki tym strofom bohaterka tomiku przeżyła katharsis i odnalazła siebie.
Bo przecież to jedna wielka bujda o tych dwóch połówkach — nieważne czy jabłka, czy pomarańczy [gdy nie umiemy ze sobą we wszechświecie tańczyć].
Każdy z nas jest całością. Tylko z pełni można dawać.
Agnieszka Lasota-Wojnicka
Maria Bigoszewska Gwiezdne zwierzęta — http://www.wforma.eu/gwiezdne-zwierzeta.html