nowości 2026

Kazimierz Brakoniecki Ostre Bardo

Maria Jentys-Borelowska Moja Eliza

Konrad Liskowacki Pomurnik

Tomasz Majzel Święty spokój

Anna Maria Mickiewicz Po Sokratesie. Wiersze nie tylko filozoficzne

Gustaw Rajmus Angst

Karol Samsel Autodafe 9

Krzysztof Wacławiec W Pasie Oriona

książki z 2025

Maria Bigoszewska Gwiezdne zwierzęta

Jan Drzeżdżon Rotardania

Anna Frajlich Pył [wiersze zebrane. tom 3]

Tomasz Hrynacz Corto muso

Jarosław Jakubowski Żywołapka

Wojciech Juzyszyn Efemerofit

Bogusław Kierc Nie ma mowy

Andrzej Kopacki Agrygent

Zbigniew Kosiorowski Nawrót

Kazimierz Kyrcz Jr Punk Ogito na grzybach

Artur Daniel Liskowacki Zimno

Grażyna Obrąpalska Poprawki

Jakub Michał Pawłowski Agrestowe sny

Uta Przyboś Coraz

Gustaw Rajmus Królestwa

Rafał Sienkiewicz Smutny bóg

Karol Samsel Autodafe 8

Karol Samsel Cairo Declaration

Andrzej Wojciechowski Nędza do całowania

"Made in Roland", https://www.facebook.com/maslowskimarcinn, 07.12.2025

copyright © https://www.facebook.com/maslowskimarcinn 2025


Trudno zwięźle napisać, czym jest „Made in Roland” by Andrzej Ballo. Czy to dziennik listami pisany, dramat wtłaczający nas, czytelników, w teatralne siedziska i każący przypatrywać się zmaganiom autora z dzieciństwem, ojcem i bratem? Międzypokoleniowy dialog tylko dla żartu lub formy ujęty nietypowo, dosadnie i pospiesznie, jakby liczyła się każda godzina i każdy kwadrans?
Nie znajdziemy tu linearnie ujętej fabuły. W listach bowiem można pisać o przeszłości niedawnej ale i wspominać, wracać do zamkniętych pomieszczeń, do drzwi których klucze głęboko ukryte zostały w naszej pamięci. Można także pisać o wszystkim — albowiem papier przyjmie każde nasze słowo i zdanie. Ale szkopuł tkwi w tym, by nie rozpływać się w dywagacjach, być skupionym na temacie — kartki papieru wprowadzają jednak jakieś ograniczenia przestrzenne. Dlatego właśnie niektóre z owych „listów”, będących w rzeczywistości monologami czy to narratora, który zupełnie otwarcie ujawnia swoją autorską tożsamość, są skupione na jednym temacie, inne zaś stają się przypowieściami i anegdotami, zamieniają swoją formę w dialog a nawet opowiadanie. Stają się opowieścią o życiu wchodzącego w chłopięcy a później dorosły świat mężczyzny i jego relacji z ojcem, historii, do której niekiedy „wtrąca” się brat.
Ale pod dynamiczną w brzmieniu warstwą widoczną na pierwszy rzut oka kryją się ciekawe i niejednoznaczne poziomy płaszczyzn (i to niezależnie czy dana opowieść jest przeszłością ojca czy też syna). Począwszy od wątków związanych z niewesołym dzieciństwem (sierociniec i porzucenie), po szydercze podejście do rzeczywistości, które „kłóci się” z głęboką miłością do kobiety na koniec. Dorosłość jest symbolizowana wykonywanymi przez listownych „przeciwników” zawodami — architekta i pisarza (oraz muzyka), a stąd już niedaleko do myśli wzniosłych i rozmów o tym, czym jest sztuka, co łączy ją z człowiekiem i co człowiek jest gotów dla niej uczynić („Architektura obecnie jest ciekawsza niż człowiek. Powinno być odwrotnie albo chociaż równorzędnie” — takich bon-motów znajdziecie więcej).
Rozwinięciem tego wątku (i będącą jednocześnie środkiem całości) jest rozpisana w formie teatralnego dramatu sztuka — „takie średniowieczne, gotyckie i trochę łotrzykowskie” coś. A jest to sztuka o sztuce, bo jej bohaterami są między innymi pianista, malarz czy literat, którym świat (nie chcę zdradzać zbyt wiele) zabiera atrybuty ich artystycznej pracy. Pandemiczna karykatura i komedia w jednym, która — i mamy kolejną warstwę — doskonale odnosi się do współczesności i kondycji człowieka-twórcy w zderzeniu z wrogim i obojętnym na artyzm drugim człowiekiem. Ballo stawia także pytanie o to, co definiuje artystę? Czy malarz bez pędzla nadal jest malarzem, a muzyk bez instrumentu muzykiem? Zaskakujące i błyskotliwe intermezzo.
Prowadzona w tak pozornie zawiłej formie, lecz w dogłębnie przemyślanym labiryncie znaczeń opowieść nadaje całości zaskakującej lekkości. I nie wynika to z długości poszczególnych tekstów, lecz dynamiki wyrażającej się poprzez nieustanne przerzucanie się listami, głosami sprzeciwu, kontrargumentami, gwałtownym i niekiedy niecenzuralnym reagowaniem wyrażającym niezgodę na opinię rozmówcy. W ten sposób spontaniczność i jakaś prędkość słów płynnie wiąże się tu z filozoficzną dysputą i choć takie zestawienie wygląda co najmniej frapująco, paradoksalnie sprawdza się („Nie cierpię rzeczownika »wiara« i czasownika »wierzyć«; wyrządziły przez stulecia mnóstwo krzywdy i będą wyrządzać nadal. (...) Wolę czasownik »wątpić«, »wiedzieć«, »obserwować«, »doświadczać«”).
Co więcej Ballo dzieli się refleksjami bliskimi — jak sądzę — większości z nas. Być może wynika to z tematów, jakie obrał sobie za cel (Bóg i wiara, człowieczeństwo i egzystencja jednostki, droga, jaką obiera się, by przejść przez życie, zdolność dokonywania mądrych wyborów itp.), a może najzwyczajniej pisze o tym, co drzemie w ludzkich sercach, a co nie zawsze — niestety — ma możność swobodnego ujścia na zewnątrz. Odważnie stwierdza, że Bóg nie jest mu potrzebny, aby być przyzwoitym facetem i dzieli się obserwacją, że to ci, którzy twierdzą, że człowiek jest z natury istotą dobrą, uciekają przed nim i chowają się w ukryciu „na wszelki wypadek”, by nie kusić losu.
Lektura „Made in Roland” wywołuje uśmiech (nieco kąśliwy, sarkastyczny; niewinna z pozoru zamiana litery „R” na „P” stawia przed nami nowe wyzwania), ale także impuls, by wziąć się w przysłowiową kupę, być szczerym wobec siebie, a przede wszystkim rozmawiać i wymieniać się poglądami. Rozmowa bowiem nie tylko kształtuje naszą wiedzę o świecie ale i upewnia nas w poczuciu stąpania po stabilnym gruncie. Ułatwia w odrzuceniu tego, co jest błyszczącym cekinem, podróbką i tandetą ukrytą pod pozorem znaczeń i naprędce wymyślonych metafor. Jest zbieraniem doświadczeń, z którymi śmiało możemy iść przez krętą drogę życie (czy ostatnie słowo nie było naprędce wymyśloną metaforą?).
Polecam!
Marcin Masłowski


Andrzej Ballo Made in Rolandhttp://www.wforma.eu/made-in-roland.html