copyright © https://sztukater.pl 2025
Kiedy wzięłam do ręki „Pieśni i dramaty patriotyczne i osobiste” Wojciecha Stamma, nie wiedziałam jeszcze, jak intensywne będzie to spotkanie z literaturą na pograniczu manifestu, intymnego wyznania i surowej kroniki ludzkich napięć. Ta publikacja jest jak twardy kamień o chropowatej powierzchni — nie poddaje się łatwo, nie pozwala się gładko przeczytać, wymaga ode mnie uważności i gotowości na zderzenie z emocjami, które nie zawsze są wygodne. A jednak, im głębiej wchodziłam w ten zbiór, tym bardziej czułam, że obcuję z czymś szczerym i jednocześnie bardzo świadomie skonstruowanym — z literaturą, która nie ma zamiaru nikogo głaskać, ale jednocześnie nie chce ranić bez potrzeby.
Najmocniej uderzyła mnie bardzo specyficzna energia tej książki — intensywna, momentami niemal gwałtowna, a przy tym podszyta delikatnością, którą odkrywa się dopiero po wnikliwym wczytaniu się w rytm słów. Stamm nie ucieka od wielkich tematów, wręcz przeciwnie: patriotyzm, pamięć, odpowiedzialność, bunt, ale też kruchość życia i najintymniejsze ludzkie pragnienia splata w jedną, niejednorodną, a jednak zaskakująco spójną całość. W moim odczuciu właśnie w tej niejednorodności tkwi siła zbioru. Zderzenie wielkich deklaracji z cichymi dramatami jednostki tworzy ciekawy, napięty puls, który prowadził mnie przez kolejne utwory z rosnącym zaangażowaniem.
Jednocześnie muszę przyznać, że wiele z tych tekstów wymagało ode mnie sporo wysiłku. Język Stamma bywa surowy, nierzadko celowo poszarpany, jakby autor próbował oddać zgrzytliwość tematów, które porusza. Nie jest to literatura, w której można się wygodnie zanurzyć; to raczej szorstki materiał, który ociera się o skórę i zmusza do zastanowienia. Bywały momenty, w których czułam, że autor aż zbyt konsekwentnie broni się przed gładkością, przez co niektóre fragmenty traciły emocjonalną siłę na rzecz formalnej drapieżności. Zdarzało się też, że pewne motywy powracały tak często, iż ich intensywność traciła na świeżości. Ale może właśnie o to chodziło — o pokazanie, że obsesje, zarówno te patriotyczne, jak i osobiste, nigdy nie oddalają się naprawdę, tylko wracają w różnych formach, czasem bardziej subtelnych, a czasem niemal natrętnych.
Zaskoczyło mnie to, jak silnie zbiór operuje symbolami — bardzo mocnymi, niekiedy wręcz ostentacyjnymi. W pieśniach te symbole nabierają charakteru niemal rytualnego, jakby autor próbował wyśpiewać coś, czego nie da się wyrazić prozą. W dramatach natomiast stają się teatralne, w pozytywnym i negatywnym sensie. Z jednej strony budują intensywną sceniczność, dzięki której łatwo zobaczyć te teksty jako żywe przedstawienia. Z drugiej strony czasami ta teatralność przeważa, sprawiając, że emocje stają się bardziej deklaratywne niż przeżyte. Miałam wrażenie, że w niektórych momentach autor aż zbyt mocno naciska na ton patosu, przez co niektóre sceny tracą subtelność, która była dla mnie najmocniejszą częścią całego zbioru.
Mimo tych mankamentów wiele fragmentów tej książki zostanie ze mną na długo. Najbardziej poruszyły mnie teksty, w których autor opuszcza ton narodowego uniesienia, by wejść w przestrzeń bardzo intymną, osobistą, kruchą. Wtedy jego język staje się bardziej miękki, bardziej ludzki, a metafory nabierają oddechu. Właśnie w tych fragmentach czułam, że autor oddaje mi coś naprawdę swojego — nie tylko przemyślaną opinię czy ujętą w formę ideę, ale doświadczenie, które niesie w sobie. I choć wciąż było w nich wyczuwalne napięcie, to było to napięcie bliskie temu, co każda kobieta czy każdy człowiek nosi w środku: strach przed utratą, pragnienie bliskości, wstyd, rozczarowanie, ale też cicha odwaga, która nie potrzebuje wielkich słów.
Muszę jednak zwrócić uwagę na pewien brak równowagi, który towarzyszył mi podczas lektury. Zbiór jest bardzo szeroki tematycznie, ale nie wszystkie części są równie dopracowane. Niektóre dramaty zdawały się raczej szkicami niż w pełni rozwiniętymi tekstami — pełnymi potencjału, ale pozostawiającymi mnie z poczuciem niedosytu. Zdarzało się też, że dialogi były zbyt jednowymiarowe, pozbawione naturalności, jakby autor bardziej skupiał się na przekazaniu idei niż na stworzeniu prawdziwej relacji między postaciami. W pieśniach natomiast czasem brakowało mi większej różnorodności rytmicznej — zdarzało się, że za dużo było w nich deklaracji, a za mało oddechu.
Jednak mimo tych zastrzeżeń trudno nie docenić odwagi, z jaką Stamm podchodzi do swoich tematów. W świecie, który często od patriotyzmu ucieka lub upraszcza go do banału, autor tworzy teksty, które wchodzą w ten temat w sposób poważny, często bezkompromisowy. Jednocześnie — co uważam za szczególnie cenne — potrafi zestawić wielkie słowa z małymi dramatami codzienności, pokazując, że te dwie sfery wcale się nie wykluczają, lecz przenikają i wzajemnie kształtują.
Po skończeniu książki zostałam z poczuciem, że choć nie wszystko w tym zbiorze do mnie przemówiło, to jednak ma on w sobie coś wyjątkowego. Jest jak rozmowa, w której czasem trudno się porozumieć, ale mimo to chce się słuchać dalej, bo czuje się, że pod warstwą zgrzytów kryje się prawdziwa potrzeba komunikacji. „Pieśni i dramaty patriotyczne i osobiste” to publikacja wymagająca, momentami nierówna, ale też pełna gniewu, czułości i wewnętrznego żaru, który trudno zignorować. I choć jej forma ma swoje słabości, to jednak pozostaje świadectwem autora, który nie boi się mówić głośno, nie boi się mówić szczerze i, co najważniejsze, nie boi się być sobą — nawet wtedy, kiedy to nie jest łatwe ani wygodne.
Sylfana
Wojciech Stamm Pieśni i dramaty patriotyczne i osobiste — http://www.wforma.eu/piesni-i-dramaty-patriotyczne-i-osobiste.html