copyright © https://sztukater.pl 2025
To książka o kobietach. Nie o trupie z tytułowego hotelu, nie o kryminale, choć tytuł może na to naprowadzać. W serii „kwadrat” tytuły są bardzo mylące. Czytelnicy, którzy szukają stricte kryminalnych zagadek nie odnajdą w nich tego, czego szukają. Każdy z tytułów naprowadza na pewną ideę, ma drugie dno.
Tym razem Izabela Szolc w swojej powieści zmuszającej do zadumy umieściła dziewięć krótszych tekstów, które łączy podobna tematyka — samotność, relacje, potrzeba bycia kochaną i lęk przed odrzuceniem. Nie zawsze wiemy, czy to osobne opowiadania, czy rozbita na części pozornie jedna historia. I to może męczyć, ale też jest świadomym zabiegiem. Sprawia, że lektura ma przysłowiowe drugie dno. W każdej części emocje czytelnika są bardzo mieszane. Czasem pojawia się odraza, innym razem żal, a jeszcze innym odrobina humoru, gdy patrzymy na zastosowane środki stylistyczne. Autorka udowadnia, że potrafi bawić się piórem. Że jej warsztat nie polega wyłącznie na pokazaniu czytelnikowi treści, o której zapomni po odłożeniu książki na bok. Niektóre historie zostają w głowie i wracają do nas w najmniej przewidywalnym momencie.
Bohaterki nie są tu idealne, co zdecydowanie działa na korzyść powieści. Mamy na rynku już przesyt idealnych bohaterów, którzy niejednokrotnie wprawiają nas w kompleksy. Nasze bohaterki często reagują impulsywnie (komu z nas się to nie zdarzyło?), bywają obsesyjnie zazdrosne (kobieca intuicja nie zawsze dobrze podpowiada, ale lęk przed nie posłuchaniem jej jest zbyt wielki), niepewne siebie (jak większość z nas, kobiet), nieszczęśliwe. Wciąż porównują się z innymi kobietami, boją się starzenia i utraty atrakcyjności. Są do bólu realne. Dopiero dostrzeżenie tych cech u nich, sprawia, że zaczynamy kwestionować swój tok myślenia.
Książka nie udaje, że miłość wszystko naprawia. Wręcz przeciwnie — pokazuje, że często jest źródłem problemów, frustracji i napięcia. Izabela Szolc nie wmawia czytelnikom, że każdy związek kończy się „happy endem”.
W powieści możemy natrafić na ogrom erotyki, i to nie w wersji delikatnej. Sceny są naturalistyczne, dosadne i powtarzają się często. Dla części osób to atut, bo pokazuje realne, niedoskonałe ciało i pragnienia bez filtra. Dla innych jednak może okazać się to zbyt dużo, za mocno, momentami męcząco. Czy autorka celuje w czytelnika seksem zamiast emocją? Zdecydowanie nie. Sfera intymna to część związku. Jak zatem inaczej pokazać prawdę?
Choć początkowo wydaje się nam, że samotność jest głównym tematem, bardzo szybko orientujemy się, że ta książka jest bardziej o pustce niż o miłości. Nawet gdy bohaterki są z kimś, często są same obok drugiego człowieka. Jedyny stały, bezpieczny rodzaj czułości pojawia się przy zwierzętach, nie przy ludziach.
Jeśli chodzi o styl, Szolc pisze prosto, bez upiększania, jednak stosuje bardzo ciekawe zabiegi językowe. Nie boi się umieszczać w nawiasach domysłów, ani pokazywać, które ze słów czy zachowań jej nie odpowiadają. Język bywa ostry, momentami chłodny. Tu nie ma romantyzowania uczuć. Nie każdemu taki ton odpowie, ale trzeba uczciwie powiedzieć: to konsekwentne i szczere pisanie.
Książka nie jest lekka. Nie daje złudzeń, nie pociesza. Raczej podsuwa pytanie, co siedzi w człowieku, gdy nikt nie patrzy. Czyta się ją powoli, bo nie ma tu dynamicznych zwrotów akcji, tylko obserwacja emocji, czasem bardzo małych, ale realnych.
5/6
Niegrzeczne literki
Izabela Szolc Śmierć w hotelu Haffner — http://www.wforma.eu/smierc-w-hotelu-haffner.html