copyright © https://www.instagram.com/o_ksiazkach_emocjonalnie 2026
Ponieważ zostałam uziemiona w domu przez wirus, miałam zamiar dać głowie odpocząć i zająć się jakimś niewymagającym czytadłem. W moje ręce wpadła jednak książka z drugiego bieguna, czyli z kategorii literatury bardzo wymagającej. Planowałam tylko do niej zajrzeć i odłożyć na „za chwilę”. Nie dało się. Pomimo tego, że nie ma w niej akcji, ani linearnej narracji, ani nawet konkretnej fabuły. Jest za to autor, który pisze do bólu szczerze, po swojemu, za nic mając świętości. I co najważniejsze, jest eurdytą stawiającym czytelnikowi poprzeczkę bardzo wysoko.
Na książkę składają się teksty, które czasem przypominają opowiadania, czasem eseje, czasem strumień świadomości. Nie jest łatwo, bo Jarosław Błahy odwołuje się a to do teorii filozoficznych Nietzschego, Junga czy Lacana, a to do tekstów Foucaulta, Ciorana czy Lipskiego, a to do mitologii, czy bóstw różnych religii. Przy tym strzela słowami jak z karabinu maszynowego często „na wkurwie” znanym mi już z jego „Bomby pod katedrą”.
W pierwszym zdaniu pisze „Proces wyżerania ego trwa latami”. I widać tu to „wyżeranie”, wyszarpywanie bez znieczulenia, ze szczerością i z brutalnością. Jak już wspominałam, nie ma dla niego świętości, nie ma tabu. Nie oszczędza sam siebie, ale też obrywa się sprawiedliwie wszystkim, łącznie z czytelnikami. Błahy wywleka całą prawdę (tylko czy jest to prawda obiektywna (o ile taka istnieje), czy jego prawda?) na światło dzienne. Punktuje zakłamanie polityków chociażby w sprawie prawa kobiet do decydowania o własnym ciele. Pisze o złu, które drzemie w każdym człowieku, tu przytacza Gilesa de Rais, bestię w ludzkiej skórze, wampira seksualnego, o którym pisał też Joris-Karl Huysmans w książce „Tam w dole” czy Varga Vikernesa, który zamordował muzka zespołu Mayhem. O epatowaniu brutalnością i przemocą w filmach. Ale też o szkolnictwie. O jego błędach i absurdach. O swoim (swoim?) dojrzewaniu, o wakacjach spędzanych na wsi, o traumie związanej z widokiem uboju świni.
A przecież są jeszcze szerszenie!
„(...) moje teksty nie są wydumane, po prostu odkręcam kran i płynę, lecę, struktura i kompozycją tkwią we krwi, w genach (...)”. Nawałnica słów, myśli, spostrzeżeń, analiz, odniesień. Jest dosadnie, brutalnie i bywa wulgarnie. Mocno. Żeby trafiło, żeby spowodowało włączenie myślenia. Nie jest łatwo, nie jest przyjemnie. Czyli jest tak, jak powinno być. Błahy wymaga od czytelnika myślenia i zaangażowania. Lubię to! Bardzo.
Magdalena Brembor
Jarosław Błahy Zaklęty w szerszenim gnieździe – http://www.wforma.eu/zaklety-w-szerszenim-gniezdzie.html