Nowości 2020

Roman Ciepliński Ukryte myśli

Anna Frajlich W pośpiechu rzeka płynie

Zbigniew Jasina Inaczej przemijam

Andrzej Kopacki Sonety, ody, wiersze dla Marianny

Dariusz Muszer Księga ramion deszczu

Uta Przyboś Wielostronna

Karol Samsel Autodafe 3

 

Nowości 2019

Dejan Aleksić Jak to powiedzieć

Jarosław Błahy Rzeźnik z Niebuszewa

Kazimierz Brakoniecki Twarze świata

Tomasz Hrynacz Dobór dóbr

Piotr Kępiński Po Rzymie. Szkice włoskie

Bogusław Kierc Osa

Andrzej Kopacki Inne kaprysy

Artur Daniel Liskowacki Brzuch Niny Conti

Tomasz Majzel Osiemnasty

Dariusz Muszer Człowiek z kowadłem

Dariusz Muszer Wiersze poniemieckie

Elżbieta Olak Otulina

Paweł Przywara Ricochette

Karol Samsel Autodafe 2

Bartosz Suwiński Bura. Notatnik chorwacki


Paweł Tański Okolicznik północnych pól

Andrzej Turczyński Czasy i obyczaje. Wariacje biograficzne

Andrzej Wasilewski Jestem i

Sławomir Wernikowski Passacaglia

Jurij Zawadski Wolny człowiek jeszcze się nie urodził

 

"Dziś gramy w kości", Przegląd Polski, 14.01.2011

Recenzje » Recenzje 2011 » "Dziś gramy w kości", Przegląd Polski, 14.01.2011

copyright © Przegląd Polski 2011

Na zajęciach dla zaawansowanych studentów języka polskiego czytamy Opowieści mojej żony Miroslawa Żuławskiego. W jednej z nich, pt. Bilet, trafiamy na zwrot „gapił się, jak sroka w gnat”. To jeden z licznych zwrotów frazeologicznych, którym ze specjalną uwagą przypatrujemy się przy lekturze opowiadań. Studenci, choć z grupy zaawansowanej, nie rozumieją. Zwłaszcza że gdzie indziej natrafili już na wersję o sroce gapiącej się nie w gnat, tylko w kość. Sroka to głupstwo, wyjaśniamy: wrzaskliwa, krukowata, czarno-biała, z długim ogonem i w dodatku złodziejka (patrz opera Gioacchino Rossiniego Sroka złodziejka). Angielski odpowiednik – magpie. Z wyrażenia wynika, ze lubi się gapić, czyli wpatrywać uparcie, choć często bezmyślnie. Może w błyskotkę, którą za chwilę skradnie? Uzupełniając kolekcję polskich zwrotów frazeologicznych, dodajmy jeszcze „nie wypaść sroce spod ogona” – co znaczy być nie byle kim, wywodzić się z nie byle jakiego rodu, oraz „trzymać/ciągnąć dwie sroki za ogon” – czyli załatwiać jednocześnie kilka spraw. Ale ciągle pozostaje sprawa kości i ich trochę mniej eleganckiego synonimu – gnata.
Niespodziewanie z pomocą przychodzi najnowszy tomik opowiadań Anny Frajlich Laboratorium (Wydawnictwo Forma, Szczecin 2010). Wprawdzie przeczytałam go już po zakończeniu semestru, ale polecam zeszłorocznym studentom jako świetną lekturę w ogóle, a uzupełnienie naszych studiów językowych w szczególności. Opowiadanie Szkielet liczy nie więcej niż dwie stroniczki; ale jakież tam bogactwo fantazji i ciekawej dla nas frazeologii! Streszczam tu Szkielet, a w cudzysłów biorę występujące w nim wyrażenia frazeologiczne.
Bohaterem opowiadania jest szkielet (czyli układ kostny, kościec po prostu) ukrywany – jak to bywa – w szafie. Siedzi tam od dawna, ale gdy nadchodzi stosowna pora i nastaje moda na ujawnianie tajemnic ukrywanych szafach, właściciel postanawia go wypuścić i otwiera drzwi. Nic z tego. Szkielet się zaparł i nie chce wyjść z ukrycia. Tak więc sprawa „legła kością (czyli przyczyna) niezgody” między właścicielem szafy i chowanym w niej kośćcem. Następują perswazje i okresy oczekiwania. Widocznie postanowił dać mi nauczkę, czyli „w kość” – rozumuje właściciel szafy. Sytuacja przeciąga się niebezpiecznie.
Niespokojny szkielet nocami tłucze się po szafie, jak „ból po kościach”, wywołując z kolei „mrowie w kościach” właściciela. Okazuje się, że kościotrup, „mimo długoletniego stania w szafie, miał jednak mocny kręgosłup”. Trwając w swoim uporze, twierdził: wyjdę, ludzie pogapią się, jak „sroka w gnat”, czyli uparcie choć bezmyślnie, a potem – czy „sam kości pozbierasz?”, argumentuje na rzecz pozostania w szafie. Może miał rację, bo moda na wychodzenie z szafy powoli mijała, coraz mniej pisano o niej w gazetach, za to w różnych grupach wsparcia dyskutowano już problem, jak bezpiecznie wyjść z szafy. Pojawiły się nawet przeciwwskazania. Zauważono nie tylko symptomy oporu wobec mody wychodzenia, bo „stare kości są wytrwałe”, ale także niebezpieczeństwo nierozważnego kroku, bo „każda kość ma swą złość” i „na dwoje kości wróżą”. Konsekwencją wyjścia mogły być depresje i inne niepożądane skutki. W końcu właściciel szafy zrezygnował, bo czuł „w kościach”, że szkielet nie ustąpi. Zakończenia opowiadania nie zdradzę, a dodam tylko, że dzięki Annie Frajlich szkielet-kościotrup, rzekomo „bez krwi i kości”, stał się wreszcie „kością pacierzową” literackiego utworu. „Psia kość!”. (...)
Krystyna S. Olszer

Anna Frajlich Laboratoriumhttp://wforma.eu/159,laboratorium.html

  • Dodaj link do:
  • facebook.com