nowości 2026

Kazimierz Brakoniecki Ostre Bardo

Maria Jentys-Borelowska Moja Eliza

Konrad Liskowacki Pomurnik

Tomasz Majzel Święty spokój

Anna Maria Mickiewicz Po Sokratesie. Wiersze nie tylko filozoficzne

Gustaw Rajmus Angst

Karol Samsel Autodafe 9

książki z 2025

Maria Bigoszewska Gwiezdne zwierzęta

Jan Drzeżdżon Rotardania

Anna Frajlich Pył [wiersze zebrane. tom 3]

Tomasz Hrynacz Corto muso

Jarosław Jakubowski Żywołapka

Wojciech Juzyszyn Efemerofit

Bogusław Kierc Nie ma mowy

Andrzej Kopacki Agrygent

Zbigniew Kosiorowski Nawrót

Kazimierz Kyrcz Jr Punk Ogito na grzybach

Artur Daniel Liskowacki Zimno

Grażyna Obrąpalska Poprawki

Jakub Michał Pawłowski Agrestowe sny

Uta Przyboś Coraz

Gustaw Rajmus Królestwa

Rafał Sienkiewicz Smutny bóg

Karol Samsel Autodafe 8

Karol Samsel Cairo Declaration

Andrzej Wojciechowski Nędza do całowania

"Książę poetów żegna ukochane miasto", www.piotrwiktor.blox.pl, 15.01.2010

copyright © www.piotrwiktor.blox.pl 2010

Nie każdy weźmie lutnię po Bekwarku. Ani po romantykach, skamandrytach, Staffie, Herbercie. Trzeba na to talentu tej miary, jaką reprezentuje Krzysztof Ćwikliński w wierszach pisanych przez lat ponad dwadzieścia (1982–2006). Tylko z pozoru imitacyjnych. Przywiązanie do klasycznych strof, upodobanie do regularności, ścisły porządek formy świadczą raczej o tym, że tradycjonalizm nie jest dla poety li tylko ornamentem, lecz niezbywalną częścią światopoglądu, jego podstawą, fundamentem. Bo w ten sposób manifestuje się przywiązanie do prawd wiecznych, do niezmiennych dylematów istnienia. Poezja zaś, z miłości wzięta, staje się sztuką znajdowania słów właściwych i jasnych (por. wiersz „Umiałbym”), które potrafią żywych poić nadzieją a umarłych budzić, słów mocnych, sprawczych.
Ćwikliński stawia pytanie o realność doznań, przeżyć, z zasady chwilowych, ulotnych (zob. „Stary wiersz”), marnych jak strzępy sznurka i trociny / W opuszczonym mieszkaniu („Dni nasze”). Wypowiada strach przed semantyczną pustką, przed erozją znaczeń porządkujących życiową narrację, krystalizujących przygodne wrażenia w przejrzyste struktury sensu („Znak”). Jego liryczne „ja” umieszczone w smudze cienia musi się zmagać z aporią. Postawione w sytuacji wyboru, opowiada się przeciwko doczesnemu świadectwu zmysłów, natomiast – za cienistą tajemnicą Nieskończonego. Niedaleko jej szuka i całkiem blisko znajduje: ukrytą w sobie samym, w najgłębszych warstwach duszy, funkcjonujących już bez języka, bez pojęć, w miejscu, gdzie wszystko ma swoje schronienie / Przed kłamstwem. Tam zaglądać obawia się zło. Tam ból nie sięga, rozpacz i upokorzenie („Dno”). W tym sanktuarium egzystencji mieszka czysty byt. Jego objawienie nobilituje, uszlachetnia. Napełnia pokojem opanowania. Uczy umiaru. Wygasza zbędne emocje. Pokazuje, jak z niezmąconą, acz chłodną pogodą przyjmować porządek rzeczy (zob. wiersz tytułowy). Poezja Ćwiklińskiego daje nam lekcję arystokratycznej, iście książęcej powściągliwości. Uwodzi przy tym staroświecką odrobinę, melancholijną urodą, kunsztowną stroficznością (przerzutnie!) oraz asonansem, na tych stronicach świetniejszym nawet, bardziej odkrywczym, niźli pewna część rymów.

Krzysztof Ćwikliński Książę poetów żegna ukochane miastohttp://www.wforma.eu/44,ksiaze-poetow-zegna-ukochane-miasto.html