Kazimierz Brakoniecki Ostre Bardo
Maria Jentys-Borelowska Moja Eliza
Konrad Liskowacki Pomurnik
Tomasz Majzel Święty spokój
Anna Maria Mickiewicz Po Sokratesie. Wiersze nie tylko filozoficzne
Gustaw Rajmus Angst
Karol Samsel Autodafe 9
Kazimierz Brakoniecki Ostre Bardo
Maria Jentys-Borelowska Moja Eliza
Konrad Liskowacki Pomurnik
Tomasz Majzel Święty spokój
Anna Maria Mickiewicz Po Sokratesie. Wiersze nie tylko filozoficzne
Gustaw Rajmus Angst
Karol Samsel Autodafe 9
Maria Bigoszewska Gwiezdne zwierzęta
Jan Drzeżdżon Rotardania
Anna Frajlich Pył [wiersze zebrane. tom 3]
Tomasz Hrynacz Corto muso
Jarosław Jakubowski Żywołapka
Wojciech Juzyszyn Efemerofit
Bogusław Kierc Nie ma mowy
Andrzej Kopacki Agrygent
Zbigniew Kosiorowski Nawrót
Kazimierz Kyrcz Jr Punk Ogito na grzybach
Artur Daniel Liskowacki Zimno
Grażyna Obrąpalska Poprawki
Jakub Michał Pawłowski Agrestowe sny
Uta Przyboś Coraz
Gustaw Rajmus Królestwa
Rafał Sienkiewicz Smutny bóg
Karol Samsel Autodafe 8
Karol Samsel Cairo Declaration
Andrzej Wojciechowski Nędza do całowania
copyright © https://czytanieisluchanie.blogspot.com 2019
„Bo sen we Włoszech jest równie ważny jak Madonna” – to cytat z książki Piotra Kępińskiego, i to te słowa posłużyły mi do zbudowania tytułu tego tekstu. A tak naprawdę ten tytuł powinien brzmieć: „Włoski sen, polski koszmar”.
Bo w czasach, gdy potężna „Agora” wydaje szmirę zatytułowaną „Kolejne 365 dni” Blanki Lipińskiej; gdy zacna oficyna „Czarne” ma w ofercie „Nadwiślańskie serca” czy nomen omen „Pewnej nocy we Włoszech”, a „Czerwone i Czarne” szczyci się serią poradników Lwa Starowicza i biografią Maleńczuka, gdzie na okładce stoi „ćpałem, chlałem i przetrwałem”, to w tych czasach wychodzi w niewielkim wydawnictwie „Forma” książka niemal wybitna.
„Po Rzymie, szkice włoskie”, jeśli nie zostanie zauważona szerzej, przynajmniej w kilku literackich konkursach, to znaczy, że – jak mówiła ostatnio (u mnie) Dobromiła Jankowska – „w Polsce jest za dużo słabej literatury”. A ja dopowiadam: a ta dobra jest niezauważana.
Ale po kolei.
Szkice włoskie, to jak to woli – eseje, felietony Piotra Kępińskiego spisane w latach 2016-2018. Część z nich znalazła już swojego czytelnika, bo były drukowane w Rzepie i Wyborczej. Ale jak stoi w stopce – większość, to nowości. I to nowości znakomite.
Dawno nie czytałem książki o mieście, kulturze, ludziach, filmie, gospodarce, polityce w takim ujęciu. Nie biega mi li tylko o erudycje autora. Ale widza (bo na To Się Patrzy) ujmuje przede wszystkim styl bacznego, srogiego obserwatora codzienności w Rzymie.
Wieczne miasto – nie to z letniej widokówki, ani to z przewodników, także nie to z telewizyjnych programów geopolitycznych. Wieczne miasto Kępińskiego jest z krwi, kości i śmieci. Zbudowane z wulgarności, z poezji, prozy przedmieść.
Byłem niby w Watykanie, niby w Rzymie. Bo cel nie zawsze był skonkretyzowany, zaledwie cztery razy. Dwa ostatnie – zabrały mi więcej czasu. Spałem w klasztorze przez czternaście dni, potem w dobrym hotelu przez dwanaście dób. Łaziłem, zwiedzałem, jadłem, piłem, a nawet tańczyłem i udawałem mima. Zdarzało się, że się modliłem. Jeździłem metrem, skuterem, autobusami, taksówkami, pociągami. Napisałem pięć reportaży z Rzymu, a może z Watykanu. Nie ma czego wspominać, bo przy tekstach Kępińskiego – który na stałe zamieszkał w Rzymie – moja dłubanina to zwykła pańszczyźniana robota.
W tych esejach najmocniej urzeka mnie życie codzienne przeplecione z odniesieniami do kultury, zwłaszcza tej celuloidowej. Takie filmy jak „Przerwane pocałunki”, „Złodzieje rowerów”, „Sacro GRA” to nie tylko rzymska klasyka gatunku, to oddech tego - opisywanego miasta. A to jak na to patrzy autor „Po Rzymie”, pozwala i czytelnikowi inaczej interpretować te obrazy, własne wspomnienia, wyobrażenia. Wszystko (niemal) dzieje się od nowa, jak od odpustowej zabawce – lunecie.
Zresztą w mojej opinii Kępiński po trosze przypomina bohatera „Złodziei rowerów”. I nie trzeba zbytnio zgłębiać biogramu autora, by postawić taką tezę. Wystarczy przeczytać tę książkę. A to trzeba zrobić bezwzględnie.
Z Piotrem Kępińskim w tym samym czasie pracowałem w „Dzienniku”. On szefował „Kulturze”, ja „Warszawie”, potem „Magazynowi”. Poza „cześć” na redakcyjnych korytarzach, nic nas nie łączyło. Teraz tego żałuję. Żałuję dlatego, bo czytając – słucha się tego autora jasno i wyraźnie. Dokładnie słychać dźwięk jego słów. Jest nad wyraz przekonywający. Może dlatego, że Kępiński jest poetą, a (ja) poetów staram się pojmować, zrozumieć.
Ale czy decydując się zamieszkać we Włoszech, o takim Rzymie śnił? Bo jak sam pisze: „Kiedy sen się kończy , Włosi budzą się w kraju przesiąkniętym hipokryzją, cynizmem i egoizmem”.
Ale Kępiński Włochem nie jest, zatem niech sen trwa. Nawet jeśli czasami przeplata go koszmar. (...)
Jarek Holden
Piotr Kępiński Po Rzymie. Szkice włoskie – http://www.wforma.eu/po-rzymie-szkice-wloskie.html