Strona używa ciasteczek (cookies), dzięki którym nasz serwis może działać lepiej. Dowiedz się więcej o plikach cookies na naszej stronie.[Zamknij]
nowości 2025

Gustaw Rajmus Królestwa

Karol Samsel Autodafe 8

książki z 2024

Anna Andrusyszyn Pytania do artystów malarzy

Edward Balcerzan Domysły

Henryk Bereza Epistoły 2

Roman Ciepliński Nogami do góry

Janusz Drzewucki Chwile pewności. Teksty o prozie 3

Anna Frajlich Odrastamy od drzewa

Adrian Gleń I

Guillevic Mieszkańcy światła

Gabriel Leonard Kamiński Wrocławska Abrakadabra

Wojciech Ligęza Drugi nurt. O poetach polskiej dwudziestowiecznej emigracji

Zdzisław Lipiński Krople

Krzysztof Maciejewski Dwadzieścia jeden

Tomasz Majzel Części

Joanna Matlachowska-Pala W chmurach światła

Piotr Michałowski Urbs ex nihilo. Raport z porzuconego miasta

Anna Maria Mickiewicz Listy z Londynu

Karol Samsel Autodafe 7

Henryk Waniek Notatnik i modlitewnik drogowy III

Marek Warchoł Bezdzień

Andrzej Wojciechowski Zdychota. Wiersze wybrane

MACHNIĘCIA, Dziennik i nocnik szczawnicki 3

2017-07-13 15:43

6 września 2016, 3

Puściliśmy się rodzimymi autostradami na południe. Gubiliśmy tak gładko garście wiorst, że dopiero obudziliśmy się w okolicach drogowskazu prowadzącego na Radomsko. Kraków, Skawina. Fałdy potem się zaczęły. I za chwilę samochodem to w górę, to w dół. Rosło coś po naszych bokach, wiele szło wzwyż i niewiele na dół. Oscypkowe nazwy miejscowości i dużo kur, gęsi, indyków i bardzo zdziwionych piesków z zakręconymi ogonkami. Po siedmiu godzinach pędu mogłem pokłonić się Sienkiewiczowi. Siedział a ja stałem. Zmordowałeś mnie chłopie przez te 3 tygodnie, że ledwie dycham. Alem zdrów na ciele i umyśle, więc jestem. Powiedziałem mu cicho, bo mnie wstyd przed żoną było i ludźmi, co to gromadnie szli obok. Do pomnika gadać nie wypada.

Żona moja śmieje się ze mnie. Sobie spacerujemy do wód. Ja biorę za 1.5 złotego wodę ze źródła Stefan, a żona Józefinę. Cmokamy. Pijemy. Plujemy. Wychodzimy na miasto. Przez rynek centralny na dół wzdłuż strumienia. Między domami przemykamy. Patrzymy na prawo i lewo. I mnie wtedy dotknęła Konopnicka. Nie dość, że ja do Sienkiewicza szedłem, to nadprogramowa Konopnicka mi wyszła. Co prawda na tabliczce, ale była tu, chodziła Pieninami.

© Maciej Wróblewski