Nowości 2020

Andrzej Ballo Made in Roland

Roman Ciepliński Ukryte myśli

Anna Frajlich W pośpiechu rzeka płynie

Jarosław Jakubowski Wojna

Zbigniew Jasina Inaczej przemijam

Paol Keineg Powrót do Bretanii

Bogusław Kierc Płomiennie obojętny (o chłopcu, który chciał być Bogiem)

Andrzej Kopacki Sonety, ody, wiersze dla Marianny

Dariusz Muszer Księga ramion deszczu

Uta Przyboś Wielostronna

Karol Samsel Autodafe 3

Henryk Waniek Notatnik i modlitewnik drogowy II

 

Nowości 2019

Dejan Aleksić Jak to powiedzieć

Jarosław Błahy Rzeźnik z Niebuszewa

Kazimierz Brakoniecki Twarze świata

Tomasz Hrynacz Dobór dóbr

Piotr Kępiński Po Rzymie. Szkice włoskie

Bogusław Kierc Osa

Andrzej Kopacki Inne kaprysy

Artur Daniel Liskowacki Brzuch Niny Conti

Tomasz Majzel Osiemnasty

Dariusz Muszer Człowiek z kowadłem

Dariusz Muszer Wiersze poniemieckie

Elżbieta Olak Otulina

Paweł Przywara Ricochette

Karol Samsel Autodafe 2

Bartosz Suwiński Bura. Notatnik chorwacki


Paweł Tański Okolicznik północnych pól

Andrzej Turczyński Czasy i obyczaje. Wariacje biograficzne

Andrzej Wasilewski Jestem i

Sławomir Wernikowski Passacaglia

Jurij Zawadski Wolny człowiek jeszcze się nie urodził

 

MACHNIĘCIA, Lubliniący, czyli dzienniczek sprawozdawczy 7

MACHNIĘCIA Macieja Wróblewskiego » MACHNIĘCIA, Lubliniący, czyli dzienniczek sprawozdawczy 7

26 września 2016, 1

Zupełne rano.
Budzący się z myślą konferencyjną. Bezsenny, zmęczony i obudzon. Moja pokojowa klitka jak bunkier chłodna i nieludzko ciemna. Przecieram oczy. Mocz oddający. W ciemność idę na powrót do łóżka. Chwyta mnie myśl przezroczysta o tym, co mam za kilka godzin mówić. O przyszłości kształcenia polonistycznego – nie mam w sobie pełnej akceptacji dla dzisiejszej praktyki, dla szkoły w ogóle jako instytucji zbędnej, ale koncept daleki, futurologiczny kładzie mi się blisko w Lublinie. Patrzę na swój wewnętrzny obraz miasta żydowskiego, zmaltretowanego historią i ludzkimi krzywdami. Zapisuję ręcznie obrys futurologiczny, przykry raczej i kwaśny. Dla polskiego nie ma tu żadnych szans.

Wstaję i patrzę sobie się w lustro. Nie rozumiem tu swojej obecności, bo Lublin wymaga głębi i wejrzenia spokojnego, na które nie mam czasu. Po śniadaniu serwuję sobie spacer na UMCS. Schodzę w dół wąską jak żyła uliczką z rynku. Ciepło i chmurnawo. Szumi w dole szybka ulica z ludźmi i trolejbusami. Otwierają sklepiki, kawiarenki. Nagle huk motoru zapuszczanego w ciasnej uliczce robi się przerażająco duży. Odchodzący jestem od zmysłów. Tak rano.

© Maciej Wróblewski

  • Dodaj link do:
  • facebook.com