Nowości 2018

Anna Frajlich Laboratorium (wydanie 3, rozszerzone)

Jolanta Jonaszko Bez dziadka. Pamiętnik żałoby

Sławomir Kuźnicki Kontury

 

Nowości 2017

Maria Bigoszewska Wołam cię po imieniu

Jan Drzeżdżon Szalona Monika

Krzysztof Gryko Kontrapunkt

Lech M. Jakób Rzeczy

István Kemény Programy w labiryncie

Bogusław Kierc Jatentamten

Janusz Kryszak Nieme i puste

Joanna Lech Piosenki pikinierów


Dariusz Muszer Pole Czaszek

Cezary Nowakowski, Jakub Nowakowski Błogosławieni

Grażyna Obrąpalska Podróże w pamięć

Halszka Olsińska Złota żyła

Mirosława Piaskowska-Majzel 36 i 6

Małgorzata Południak Pierwsze wspomnienie wielkiego głodu

Ewa Sonnenberg Wiersze dla jednego człowieka

Bartosz Suwiński Wyraj

Paweł Tański Glinna

Maria Towiańska-Michalska Akrazja

Andrzej Turczyński Źródła. Fragmenty, uwagi i komentarze

Miłosz Waligórski Długopis

Henryk Waniek Miasto niebieskich tramwajów

Andrzej Wasilewski Teoria literatury Stanisława Lema

Zbigniew Wojciechowicz Dulszczynea

Marta Zelwan Graffiti


2017. Antologia współczesnych polskich opowiadań

Ukraińska Nadzieja. Antologia poezji

 

MACHNIĘCIA, Lubliniący, czyli dzienniczek sprawozdawczy 7

MACHNIĘCIA Macieja Wróblewskiego » MACHNIĘCIA, Lubliniący, czyli dzienniczek sprawozdawczy 7

26 września 2016, 1

Zupełne rano.
Budzący się z myślą konferencyjną. Bezsenny, zmęczony i obudzon. Moja pokojowa klitka jak bunkier chłodna i nieludzko ciemna. Przecieram oczy. Mocz oddający. W ciemność idę na powrót do łóżka. Chwyta mnie myśl przezroczysta o tym, co mam za kilka godzin mówić. O przyszłości kształcenia polonistycznego – nie mam w sobie pełnej akceptacji dla dzisiejszej praktyki, dla szkoły w ogóle jako instytucji zbędnej, ale koncept daleki, futurologiczny kładzie mi się blisko w Lublinie. Patrzę na swój wewnętrzny obraz miasta żydowskiego, zmaltretowanego historią i ludzkimi krzywdami. Zapisuję ręcznie obrys futurologiczny, przykry raczej i kwaśny. Dla polskiego nie ma tu żadnych szans.

Wstaję i patrzę sobie się w lustro. Nie rozumiem tu swojej obecności, bo Lublin wymaga głębi i wejrzenia spokojnego, na które nie mam czasu. Po śniadaniu serwuję sobie spacer na UMCS. Schodzę w dół wąską jak żyła uliczką z rynku. Ciepło i chmurnawo. Szumi w dole szybka ulica z ludźmi i trolejbusami. Otwierają sklepiki, kawiarenki. Nagle huk motoru zapuszczanego w ciasnej uliczce robi się przerażająco duży. Odchodzący jestem od zmysłów. Tak rano.

© Maciej Wróblewski

  • Dodaj link do:
  • facebook.com