Nowości 2020

Roman Ciepliński Ukryte myśli
 

Nowości 2019

Dejan Aleksić Jak to powiedzieć

Jarosław Błahy Rzeźnik z Niebuszewa

Kazimierz Brakoniecki Twarze świata

Tomasz Hrynacz Dobór dóbr

Piotr Kępiński Po Rzymie. Szkice włoskie

Bogusław Kierc Osa

Andrzej Kopacki Inne kaprysy

Artur Daniel Liskowacki Brzuch Niny Conti

Tomasz Majzel Osiemnasty

Dariusz Muszer Człowiek z kowadłem

Dariusz Muszer Wiersze poniemieckie

Elżbieta Olak Otulina

Paweł Przywara Ricochette

Karol Samsel Autodafe 2

Bartosz Suwiński Bura. Notatnik chorwacki


Paweł Tański Okolicznik północnych pól

Andrzej Turczyński Czasy i obyczaje. Wariacje biograficzne

Andrzej Wasilewski Jestem i

Sławomir Wernikowski Passacaglia

Jurij Zawadski Wolny człowiek jeszcze się nie urodził

 

MACHNIĘCIA, Orgazm oraz Bałtycki 5

MACHNIĘCIA Macieja Wróblewskiego » MACHNIĘCIA, Orgazm oraz Bałtycki 5

10 lutego 2017, 2

Numerem 67 na plażę. Słońce i wiatr. Zalegająca zielona łopatka wbita w piach. Fale się w morzu bujają. Statki jakieś. Spacer z mrożeniem nosa i patrzeniem na Bałtycki lepki i czysty. Viola mówi, że smród czuje, jakby nieczystości ktoś ciągnął. Może i tak, bo to koniec Polski Bałtycki. Róg, fajka, zawijas. Z plaży numerem 66 Hel. Tu inny świat, trochę zakopiański. Mija nas dwóch narciarzy. Za nimi truchta pies i małe dziecko. Śnieg wokoło, iglaki, słońce i zapach zimy zmieszany z letnimi powidokami. Stacja IMiGW zaprasza na dmuchaną i predylekcyjną herbatę. Rezygnujemy. Viola z głodem namawia mnie na obiad. Wchodzimy przypadkowo do tej samej Keczi co 2 lata temu. Ja jestem w śledziu śmietanowym i żubrówce, Viola wchodzi w solę i białe wino. Smakujemy, cmokamy, ciamkamy. Oddychamy spokojnie. Luz. Kelnerka z zapchanym nosem. Trochę smarkula. Potem nachodzi familia z ciężarną matką. Sympatyczni młodzi ludzie biorą 4 pomidorówki, o które upomina się chłopczyk – dość rezolutny, wygadany, układny. Ma takie same galotki niebieskie jak jego siostra, która posmakowała już ze czterech lat szkoły. Chłopiec wypatruje pomidorówki, krząta się i kręci obok nas. Mnie to jego wypatrywanie głupawe, jak to u dzieci, drażni. Patrzę na niego i grożę palcem. Zmiata do familii. Wychylam ostatnią żubrówkę smakującą jak lato zimą.

Zachodzimy do portu. Rybitwy i mewy szarpią świeżo odciętą głowę łososia. Resztki murali i haseł sprzed pół wieku: MORZE ŻYWI I BOGACI. Kutry bezludne kołyszą się lekko, powiewają zmitrężonymi banderami. Rybitwy i kaczki srają na ich burty. Taki Marlow mógłby czasem przeżyć zimę w porcie helskim. Siedziałby w zamkniętej na kłódkę knajpce „Sen bosmana” pośród sterty kartonów po lodach świderkach, na przewiązanych łańcuchem plastikowych krzesełkach i gadał o tym, co w życiu bałtyckich fok pociąga go najbardziej.

© Maciej Wróblewski

  • Dodaj link do:
  • facebook.com