nowości 2025

Gustaw Rajmus Królestwa

Karol Samsel Autodafe 8

książki z 2024

Anna Andrusyszyn Pytania do artystów malarzy

Edward Balcerzan Domysły

Henryk Bereza Epistoły 2

Roman Ciepliński Nogami do góry

Janusz Drzewucki Chwile pewności. Teksty o prozie 3

Anna Frajlich Odrastamy od drzewa

Adrian Gleń I

Guillevic Mieszkańcy światła

Gabriel Leonard Kamiński Wrocławska Abrakadabra

Wojciech Ligęza Drugi nurt. O poetach polskiej dwudziestowiecznej emigracji

Zdzisław Lipiński Krople

Krzysztof Maciejewski Dwadzieścia jeden

Tomasz Majzel Części

Joanna Matlachowska-Pala W chmurach światła

Piotr Michałowski Urbs ex nihilo. Raport z porzuconego miasta

Anna Maria Mickiewicz Listy z Londynu

Karol Samsel Autodafe 7

Henryk Waniek Notatnik i modlitewnik drogowy III

Marek Warchoł Bezdzień

Andrzej Wojciechowski Zdychota. Wiersze wybrane

MAŁOMIASTECZKOWE ZRYWY, Dulszczynea

2015-10-02 14:51

Po prawie pięciu latach pracy – skończyłem kolejny tomik…
Tak jak ORWO napisało się właściwie samo – dzień po dniu w ekspresowym tempie, w amoku jakimś twórczym, bez chwili wytchnienia, tak ten, po którym postawiłem kilkanaście dni temu ostatnią kropkę, powstawał w bólach, masochistycznie przyjemnych, prawie pięć lat…
To chyba tak już być musi – dla jakiejś kosmicznej równowagi.
Kiedy zamknąłem notes z decyzją, że to już koniec – wyszedłem na spacer. Nawet nie dostrzegłem, że to już po drugiej w nocy i że grupki rozbawionych młodzieńców odpalają, gdzie popadnie, fajerwerki, choć to wrzesień, i śpiewają pieśni wszelakiego pokroju. Nieważne…
Ale wyjść musiałem, by wywietrzało to jakoś ze mnie.
Nie wywietrzało – bo ciągle nie umiem zasiąść do kolejnych wierszy. No, ale po ORWO odpoczywałem kilka miesięcy, nim powstał pierwszy wiersz (Vertical), który ostatecznie ma stać się ostatnim w obecnym tomiku. Czyżby w zgodzie z biblijną zasadą, że ostatni będą pierwszymi?
Po tym tomiku odpoczywał więc będę też pewnie długo.
Bohaterów swojego tomiku umieściłem w małym prowincjonalnym miasteczku i uwięziłem ich w trójkącie (Bermudzkim?): dom – kościół – knajpa. Miotają się od wierzchołka do wierzchołka. Może trąca to nieco o sadyzm z mojej strony, ale czuję do nich (i czułem podczas pisania) wielką sympatię i szacunek. Mimo ich gorzkiego dość postrzegania świata.
Sam pochodzę z malutkiego miasta i doskonale wiem, na czym polega połączenie dulszczyzny (obłudy i życia na pokaz, z ciągłą obawą, co powiedzą ludzie) z Dulcyneą (nieuchwytnym marzeniem, pragnieniem spełnienia swoich pragnień) – wiem, na czym polega tytułowa (tegoż wpisu i tomiku) dulszczynea…

Vertical
w moim mieście ludzie
chodzą pionowo
rzadko patrzą sobie
w oczy
służby miejskie robią z tym co
mogą
ale mogą
niewiele więc
mają wolne
słońce wschodzi z właściwej
strony
w sumie więc jest
znośnie biuro podróży
spełnia marzenia w wersji all inclusive
siadam na ławce w parku i czytam
książkę najnowszy tomik znajomego poety bo
ktoś musi go czytać
idzie jesień

© Zbigniew Wojciechowicz