nowości 2026

Kazimierz Brakoniecki Ostre Bardo

Maria Jentys-Borelowska Moja Eliza

Konrad Liskowacki Pomurnik

Tomasz Majzel Święty spokój

Anna Maria Mickiewicz Po Sokratesie. Wiersze nie tylko filozoficzne

Gustaw Rajmus Angst

Karol Samsel Autodafe 9

książki z 2025

Maria Bigoszewska Gwiezdne zwierzęta

Jan Drzeżdżon Rotardania

Anna Frajlich Pył [wiersze zebrane. tom 3]

Tomasz Hrynacz Corto muso

Jarosław Jakubowski Żywołapka

Wojciech Juzyszyn Efemerofit

Bogusław Kierc Nie ma mowy

Andrzej Kopacki Agrygent

Zbigniew Kosiorowski Nawrót

Kazimierz Kyrcz Jr Punk Ogito na grzybach

Artur Daniel Liskowacki Zimno

Grażyna Obrąpalska Poprawki

Jakub Michał Pawłowski Agrestowe sny

Uta Przyboś Coraz

Gustaw Rajmus Królestwa

Rafał Sienkiewicz Smutny bóg

Karol Samsel Autodafe 8

Karol Samsel Cairo Declaration

Andrzej Wojciechowski Nędza do całowania

MAŁOMIASTECZKOWE ZRYWY, Dulszczynea

2015-10-02 14:51

Po prawie pięciu latach pracy – skończyłem kolejny tomik…
Tak jak ORWO napisało się właściwie samo – dzień po dniu w ekspresowym tempie, w amoku jakimś twórczym, bez chwili wytchnienia, tak ten, po którym postawiłem kilkanaście dni temu ostatnią kropkę, powstawał w bólach, masochistycznie przyjemnych, prawie pięć lat…
To chyba tak już być musi – dla jakiejś kosmicznej równowagi.
Kiedy zamknąłem notes z decyzją, że to już koniec – wyszedłem na spacer. Nawet nie dostrzegłem, że to już po drugiej w nocy i że grupki rozbawionych młodzieńców odpalają, gdzie popadnie, fajerwerki, choć to wrzesień, i śpiewają pieśni wszelakiego pokroju. Nieważne…
Ale wyjść musiałem, by wywietrzało to jakoś ze mnie.
Nie wywietrzało – bo ciągle nie umiem zasiąść do kolejnych wierszy. No, ale po ORWO odpoczywałem kilka miesięcy, nim powstał pierwszy wiersz (Vertical), który ostatecznie ma stać się ostatnim w obecnym tomiku. Czyżby w zgodzie z biblijną zasadą, że ostatni będą pierwszymi?
Po tym tomiku odpoczywał więc będę też pewnie długo.
Bohaterów swojego tomiku umieściłem w małym prowincjonalnym miasteczku i uwięziłem ich w trójkącie (Bermudzkim?): dom – kościół – knajpa. Miotają się od wierzchołka do wierzchołka. Może trąca to nieco o sadyzm z mojej strony, ale czuję do nich (i czułem podczas pisania) wielką sympatię i szacunek. Mimo ich gorzkiego dość postrzegania świata.
Sam pochodzę z malutkiego miasta i doskonale wiem, na czym polega połączenie dulszczyzny (obłudy i życia na pokaz, z ciągłą obawą, co powiedzą ludzie) z Dulcyneą (nieuchwytnym marzeniem, pragnieniem spełnienia swoich pragnień) – wiem, na czym polega tytułowa (tegoż wpisu i tomiku) dulszczynea…

Vertical
w moim mieście ludzie
chodzą pionowo
rzadko patrzą sobie
w oczy
służby miejskie robią z tym co
mogą
ale mogą
niewiele więc
mają wolne
słońce wschodzi z właściwej
strony
w sumie więc jest
znośnie biuro podróży
spełnia marzenia w wersji all inclusive
siadam na ławce w parku i czytam
książkę najnowszy tomik znajomego poety bo
ktoś musi go czytać
idzie jesień

© Zbigniew Wojciechowicz