nowości 2025

Karol Samsel Autodafe 8

książki z 2024

Anna Andrusyszyn Pytania do artystów malarzy

Edward Balcerzan Domysły

Henryk Bereza Epistoły 2

Roman Ciepliński Nogami do góry

Janusz Drzewucki Chwile pewności. Teksty o prozie 3

Anna Frajlich Odrastamy od drzewa

Adrian Gleń I

Guillevic Mieszkańcy światła

Gabriel Leonard Kamiński Wrocławska Abrakadabra

Wojciech Ligęza Drugi nurt. O poetach polskiej dwudziestowiecznej emigracji

Zdzisław Lipiński Krople

Krzysztof Maciejewski Dwadzieścia jeden

Tomasz Majzel Części

Joanna Matlachowska-Pala W chmurach światła

Piotr Michałowski Urbs ex nihilo. Raport z porzuconego miasta

Anna Maria Mickiewicz Listy z Londynu

Karol Samsel Autodafe 7

Henryk Waniek Notatnik i modlitewnik drogowy III

Marek Warchoł Bezdzień

Andrzej Wojciechowski Zdychota. Wiersze wybrane

PONIEWCZASIE. Piotrowiak Jan

2016-06-12 14:40

PIOTROWIAK JAN. Najbardziej podoba mi się Piotrowiak w wierszach chłopskich i wiejskich: „Oj, zagraję ja dziewczynie! – / Na fujarce wierzbowej. / Oj, zagraję ja prześlicznie, / W cichy wieczór majowy. // Zadrżą pola, zadrżą lasy, / Od serdecznej muzyki. – / Czego serce nie wyśpiewa, / Dopowiedzą słowiki...”.
Piotrowiak zresztą nie poprzestał li tylko na „Fujarkach” i „Bocianach”. Wymieńmy dla przykładu „Dąb Mickiewicza w Kopaszewie” i „Cieniom Henryka Sienkiewicza”, a także cykl pięciu „Sonetów malborskich”, choć rzeczywiście poeta jest sobą w najprostszych strofach: „Od zagona do zagona / Idzie bieda pochylona / I jak wróble u poddasza, / Do wieśniaczych chat się wprasza... // Nocką wzdycha do księżyca, / Nasza bieda biadolica”.
Nie poskąpmy Piotrowiakowi miejsca, mimo powyższych fragmentów („Oj, zagraję ja dziewczynie!...” i „Nasza bieda”). Warto poświęcić się dla „wiośnianych tchnień” poety, zwłaszcza że „Kwiat” nie przytłacza nas najgorszą pleciugowatością. Skonfrontowałem się chociażby z pleciugowatością Eugeniusza Wałkuskiego, będę więc bronił wierszy Piotrowiaka:

W cichej izdebce mojej sierocej,
Kwiat się rozwinął dzisiejszej nocy.
Taki prześliczny, jak krew czerwony,
Zdobi mój pokój kwiat ulubiony.

    I kiedy słońce w niedzielny ranek
    Błysło przez tkankę białych firanek –
    Rozkwitły w mrokach nocy majowej,
    Mdlał od rozkoszy kwiat purpurowy...

A gdym okienko chaty otworzył,
Kwiat purpurowy na nowo ożył –
Wsłuchany w ptasząt przecudne pienie,
Wdychał wiośniane zefirów tchnienie...
.   .  .  .   .   .   .   .   .   .   .   .   .   .   .   

    Lecz gdy nastaną zimna i słoty,
    Wtenczas mój kwiatek umrze z tęsknoty,
    A ja, sierota... wsparty o ścianę,
    W mojej izdebce sam pozostanę...
    
Urzekła mnie smutna „fujarka wierzbowa” Jana Piotrowiaka. I ta „bieda biadolica”. I to przeświadczenie, pod jakim podpisuję się oburącz („Czego serce nie wyśpiewa, / Dopowiedzą słowiki...”), nie zapominam bowiem o własnych doświadczeniach i ograniczeniach. O tym, że wyszedłem z „wieśniaczych chat”, z których wyniosłem umiłowanie polszczyzny. To nic, że była to nieporadna polszczyzna mojej unickiej matki.

Jan Piotrowiak: „Z wiosennych tchnień. Poezye”. Drukiem i nakładem Wiktora Kulerskiego, Grudziądz 1916, s. 61

[5 III 2011]
© Eugeniusz Tkaczyszyn-Dycki