Gustaw Rajmus Królestwa
Karol Samsel Autodafe 8
Gustaw Rajmus Królestwa
Karol Samsel Autodafe 8
Anna Andrusyszyn Pytania do artystów malarzy
Edward Balcerzan Domysły
Henryk Bereza Epistoły 2
Roman Ciepliński Nogami do góry
Janusz Drzewucki Chwile pewności. Teksty o prozie 3
Anna Frajlich Odrastamy od drzewa
Adrian Gleń I
Guillevic Mieszkańcy światła
Gabriel Leonard Kamiński Wrocławska Abrakadabra
Wojciech Ligęza Drugi nurt. O poetach polskiej dwudziestowiecznej emigracji
Zdzisław Lipiński Krople
Krzysztof Maciejewski Dwadzieścia jeden
Tomasz Majzel Części
Joanna Matlachowska-Pala W chmurach światła
Piotr Michałowski Urbs ex nihilo. Raport z porzuconego miasta
Anna Maria Mickiewicz Listy z Londynu
Karol Samsel Autodafe 7
Henryk Waniek Notatnik i modlitewnik drogowy III
Marek Warchoł Bezdzień
Andrzej Wojciechowski Zdychota. Wiersze wybrane
SACHS MARCELI (1886-1934). Chciałbym koniecznie uwzględnić i uratować jakiś fragment z lwowskiej publikacji Sachsa: „Krew tych, co zginęli męczeńsko, z wiarą w sercu, podczas powstania, zapomnianie w ziemię wsiąkła. Lecz gleba nią zroszona nie wydała żyźnie płodów. Bo brutalne stopy ich następców zadeptały ją. Bo ani jeden pług nie zaorał tych męczeńskich łanów. Bo głośne zaklęcia konających w podziemiach dalekich, w kajdany zakutych, zagłuszały głośniejsze od nich huki transmisji i kolisk. Bo echa tak bliskiej przeszłości ginęły w pustyni obojętności i apatii”.
Nie stronię od lwowskich broszurek („Odbito w drukarni W.A. Szyjkowskiego we Lwowie”), nie skupiam się wyłącznie na zrymowanym wodolejstwie, choć zatrzyma mnie każdy dobry wiersz lub dobry w moim mniemaniu: „śpi na tych samych pochyłych pryczach / ale uważa że jest lepszy od nas / my jednak uważamy że jest gorszy / jego sprawę znamy z gazet – jest zwykłym / oszustem / był cztery lata w zakonie ale nie nosi już habitu / chodzi teraz po celi złożywszy / nabożnie ręce / jego twarz i ruchy przypominają gotyckich świętych / nie możemy mu tego wybaczyć / hej święty – wołamy – wynieś kibel”.
Zacząłem od broszurki Sachsa, a skończyłem na poezji Jana Czarnego. Na wierszu pod tytułem „W areszcie”. Na obrazku z 1958 roku. Przepraszam za chaotyczność. Poprawię się przy najbliższej okazji. A do Sachsa będę wracał: „Co należało czynić, by kajdany, wpijające się w opuchnięte ciało Polski, skruszyć i zerwać? Odpowiedź na to jasną i wyraźną dają hasła, które wówczas rozlegały się od krańca po kraniec zmasakrowanego kraju”.
„O ‘Płomieniach’ Stanisława Brzozowskiego”. Napisał M. Sachs. Księgarnia Polska B. Połonieckiego, Lwów MCMIX, s. 61
[4 IV 2017]
© Eugeniusz Tkaczyszyn-Dycki