Gustaw Rajmus Królestwa
Karol Samsel Autodafe 8
Gustaw Rajmus Królestwa
Karol Samsel Autodafe 8
Anna Andrusyszyn Pytania do artystów malarzy
Edward Balcerzan Domysły
Henryk Bereza Epistoły 2
Roman Ciepliński Nogami do góry
Janusz Drzewucki Chwile pewności. Teksty o prozie 3
Anna Frajlich Odrastamy od drzewa
Adrian Gleń I
Guillevic Mieszkańcy światła
Gabriel Leonard Kamiński Wrocławska Abrakadabra
Wojciech Ligęza Drugi nurt. O poetach polskiej dwudziestowiecznej emigracji
Zdzisław Lipiński Krople
Krzysztof Maciejewski Dwadzieścia jeden
Tomasz Majzel Części
Joanna Matlachowska-Pala W chmurach światła
Piotr Michałowski Urbs ex nihilo. Raport z porzuconego miasta
Anna Maria Mickiewicz Listy z Londynu
Karol Samsel Autodafe 7
Henryk Waniek Notatnik i modlitewnik drogowy III
Marek Warchoł Bezdzień
Andrzej Wojciechowski Zdychota. Wiersze wybrane
TABORSKI BOLESŁAW (1927-2010). Sporo angażujących tytułów („Poeta wobec szaleństw historii i własnych”, „Jak dobijacie poetę”, „Czy poeta umiera?”, „Młodość poety śmieszna”, „Pożytek ze słabości poetów”), szkoda tylko, że w tekstach Taborskiego nic się nie dzieje. Przynajmniej dla mnie. Irytuje zwłaszcza „antykolejowy wiersz” pod tytułem „Jak kochać poetę (który nie umie podróżować)?”. Zafundujmy sobie tę pleciugowatość:
a walizy naszych niepotrzebnych wierszy
ciążyły i przykuwały nas do ziemi
a pegaz był nielotny – miał właśnie
remanent i smutni panowie liczyli
mu w skrzydłach pióra badali
czy dobrze podkuty (jakość hufnali
nieraz już kwestionowano) naczelnik
stacji już nie urzędował nie było
komu złożyć zażalenia gdy tamci
z narażeniem życia wsiedli pojechali
(choć przedziały brudne są klozety
nie zadbane) poetów swoich zostawili
więc my na fundusz państwowych kolei
przekażmy bilet nie wykorzystany i
antykolejowy wiersz – a swoją drogą
jak tu kochać takich niedorajdów którzy
nawet korytarza zdobyć nie umiemy
nie dojedziemy z delegacją po przyszłość
promieniejącą z obleśnej twarzy konduktora –
lecz ja wam mówię o szczęśliwcy co naprzód
napieracie w tył się nie oglądając –
że będzie wam tych niedorajdów brakowało
kochajcie tych poetów niesentymentalnie
czasem stańcie podajcie im rękę
abyście nie przybyli do celu bez serc
jak w staroświeckiej odzie pisał wieszcz
kochajcie cicho skromnie nie wyniośle
a zimno wam nie będzie nigdy
bo swym podzielą się płaszczykiem –
choć podróżować nie umieją i sami
marzną na peronie (...).
Najchętniej zasiadłbym do lwowskich bajek hrabiego Bąkowskiego z 1850 roku. Albo do książki poetyckiej Kazimierza Królińskiego „Z ugorów” (Stanisławów 1907), zgodziłbym się nawet na „mrok szaropióry” Królińskiego. Wydawnictw tych jednak nie znajdziemy w Bibliotece Narodowej. To nasze wielkie nieszczęście. Z każdą zawieruchą wojenną tracimy księgozbiory. Między innymi druki lwowskie i stanisławowskie. Wystarczy wspomnieć o bibliotece horynieckiej książąt Ponińskich, którzy w podlubaczowskim Horyńcu zgromadzili niezwykły księgozbiór. Pozostał po nim zaledwie katalog.
Bolesław Taborski: „Sieć słów”. Wydawnictwo Literackie, Kraków 1976, s. 60
[10 V 2015]
© Eugeniusz Tkaczyszyn-Dycki