Książki z 2021

Andrzej Ballo Albowiem

Alina Biernacka Kiedyś, jednak. Wiersze wybrane (1977-2020)

Maria Bigoszewska Złodziejska kieszeń

Jarosław Błahy Zaklęty w szerszenim gnieździe

Nicolas Bouvier Na zewnątrz i wewnątrz

Roman Chojnacki Pasterz słoneczników

Roman Ciepliński Życie zastępcze

Wojciech Czaplewski Książeczka wyjścia

Marek Czuku Róbta, co chceta

Adrian Gleń M [małe prozy]

Małgorzata Gwiazda-Elmerych Zapojutrze

Tomasz Hrynacz Emotywny zip

Tomasz Hrynacz Pies gończy

Jarosław Jakubowski Bardzo długa zima

Jarosław Jakubowski Ciemna Dolina

Lech M. Jakób Ćwiczenia z nieobecności

Zbigniew Kosiorowski Zapodziani

Kazimierz Kyrcz Jr Punk Ogito

Bogusława Latawiec Nieoznakowany szlak

Ryszard Lenc W cieniu Golgoty

Artur Daniel Liskowacki Cukiernica pani Kirsch (wydanie 2)

Artur Daniel Liskowacki Eine kleine (wydanie 4)

Artur Daniel Liskowacki, Bogdan Twardochleb Przybysze i przestrzenie. Szkice o pisarzach szczecińskich

Joanna Matlachowska-Pala Bezpowrotne

Piotr Michałowski Dzień jest wierszem, świat kolorem

Dariusz Muszer Dzieci krótszej nogi Syzyfa

Marek Pacukiewicz Wieki średnie

Małgorzata Południak Podróżowanie w przestrzeni

Karol Samsel Autodafe 4

Grzegorz Strumyk Wyjście

Michał Trusewicz Przednówki
 

WĘDROWNICZEK, Janek

2015-01-22 12:06

Janek był w minionym okresie kierownikiem działu partyjnego partyjnej gazety i siedział biurko w biurko z panią poseł partii obecnie rządzącej, która to poczciwa niewiasta od dwudziestu pięciu lat ustawia klocki w moim mieście. Choć w czasach transformacji Janek – Boże broń – nie zastawiał własną piersią tych wszystkich błędów i wypaczeń, które niczym ostre kamienie uprzykrzały drogę do świetlanej przyszłości, to została w nim jakaś taka nutka pokory w stosunku do aktualnej władzy, nieważne jaka by ona była – krajowa czy lokalna, oraz zamiłowanie do picia wódki.

Pozostanie on dla mnie postacią tragiczną, bo w gruncie rzeczy nie był złym człowiekiem – urodził się po prostu w złym dla siebie czasie i to życie stale zmuszało go do lawirowania, by nie dać się zepchnąć z powierzchni, by pozostać w pionie.

Gdy ludzie starego systemu wyrzucali go z pracy, załatwiłem mu w lokalnej gazetce etat sekretarza redakcji, za co był mi dozgonnie wdzięczny. Na swój sposób się lubiliśmy, choć zdarzyło mu się być wobec mnie nielojalnym, gdy za bardzo się wsłuchał w to, co w trawie piszczy.

I gdy już się wydawało, że wychodzi na prostą, właściciel kamienicy, w której mieszkał, podniósł czynsz tak wysoko, że Jankowi pozostało uciekać na wieś, na działkę, gdzie panowały iście spartańskie warunki. Była to dla niego – jak sam mówił – szkoła przetrwania. W końcu dopadł go wylew – pocieszał się wtedy, że Zaorski ma jeszcze gorzej.

Czasem do niego dzwoniłem, mówił mi wówczas, że tylko ja się nim interesuję, że tylko ja zawsze byłem wobec niego fair. W czasie ostatniej rozmowy zapytał mnie, kto wygrał wybory, bo nie docierają do niego żadne wiadomości.

Niedawno trafił w moje ręce aktualny leksykon dziennikarzy, były tam również nasze sylwetki. Okazało się, że Janek już od roku nie żyje.

© Marek Czuku