Karol Samsel Autodafe 8
Karol Samsel Autodafe 8
Anna Andrusyszyn Pytania do artystów malarzy
Edward Balcerzan Domysły
Henryk Bereza Epistoły 2
Roman Ciepliński Nogami do góry
Janusz Drzewucki Chwile pewności. Teksty o prozie 3
Anna Frajlich Odrastamy od drzewa
Adrian Gleń I
Guillevic Mieszkańcy światła
Gabriel Leonard Kamiński Wrocławska Abrakadabra
Wojciech Ligęza Drugi nurt. O poetach polskiej dwudziestowiecznej emigracji
Zdzisław Lipiński Krople
Krzysztof Maciejewski Dwadzieścia jeden
Tomasz Majzel Części
Joanna Matlachowska-Pala W chmurach światła
Piotr Michałowski Urbs ex nihilo. Raport z porzuconego miasta
Anna Maria Mickiewicz Listy z Londynu
Karol Samsel Autodafe 7
Henryk Waniek Notatnik i modlitewnik drogowy III
Marek Warchoł Bezdzień
Andrzej Wojciechowski Zdychota. Wiersze wybrane
To była tamta jesień, bardziej listopadowa niż październikowa roku 1973. Miałem wtedy 20 lat i dziewczynę w Brwinowie. Jedną (a chyba największą) z atrakcji Brwinowa był krążący popołudniami i wieczorami po okolicznych łąkach i zagajnikach Iwacha.
Skusiłem się i nie zawiódł mnie. Pojawił się: Jarosław Iwaszkiewicz, niczym ożywiona pomnikowa bryła sowieckiego żołnierza sunącą z niemym wdziękiem lokomobili o płowym zmierzchu, oszczekiwana przez sforę przyjaznych mu kundli. Przerysowany, w berecie z antenką, w czymś co już nie było płaszczem a jeszcze nie awansowało na palto. W tym jego przecież codziennie prozaicznym odejściu / przechodzeniu pomiędzy Brwinowem a Stawiskiem, było okrucieństwo z „Brzeziny” i pewien olimpijski spokój a może zadęcie twórcy jednak spełnionego. Nigdy nie był moim literackim bogiem, zresztą takich nie miałem poza jednym: Buninem.
Z Iwaszkiewicza cenię i lubię właściwie jedną książkę: Książkę moich wspomnień. Taką ciepłą, oniryczną, pachnącą baśnią, nagrzanym stepem i różanymi konfiturami. Z gasnącymi pejzażami tej Pierwszej Wielkiej Rzeczpospolitej, z jej aromatami, czeladzią, bałagułami, wschodami i zachodami słońca i księżyca, z całą tą zuchwałą wschodniością.