Strona używa ciasteczek (cookies), dzięki którym nasz serwis może działać lepiej. Dowiedz się więcej o plikach cookies na naszej stronie.[Zamknij]
nowości 2025

Gustaw Rajmus Królestwa

Karol Samsel Autodafe 8

książki z 2024

Anna Andrusyszyn Pytania do artystów malarzy

Edward Balcerzan Domysły

Henryk Bereza Epistoły 2

Roman Ciepliński Nogami do góry

Janusz Drzewucki Chwile pewności. Teksty o prozie 3

Anna Frajlich Odrastamy od drzewa

Adrian Gleń I

Guillevic Mieszkańcy światła

Gabriel Leonard Kamiński Wrocławska Abrakadabra

Wojciech Ligęza Drugi nurt. O poetach polskiej dwudziestowiecznej emigracji

Zdzisław Lipiński Krople

Krzysztof Maciejewski Dwadzieścia jeden

Tomasz Majzel Części

Joanna Matlachowska-Pala W chmurach światła

Piotr Michałowski Urbs ex nihilo. Raport z porzuconego miasta

Anna Maria Mickiewicz Listy z Londynu

Karol Samsel Autodafe 7

Henryk Waniek Notatnik i modlitewnik drogowy III

Marek Warchoł Bezdzień

Andrzej Wojciechowski Zdychota. Wiersze wybrane

MACHNIĘCIA, Podróż siódma, zwana supraską 7

2017-01-17 13:25

17 sierpnia, środa, 3

Po godzinie jestem zmęczony, chcę już wyjść i popatrzyć na Supraśl. Deszcz. Viola ciągnie mnie do monasteru. Tu wejście i każde głupstwo kosztuje. A Viola dla klimatów prawosławnych szczodra. Historia monasteru Zwiastowania Najświętszej Bogarodzicy Dziewicy i Świętego Jana Teologa jak każda historia na tych terenach: najpierw Jagiellonowie dali, pozwolili założyć drukarnię, bibliotekę, zakonnicy więc za nic nauczali tutejszych, czyli zagranicznych. Potem Unia Brzeska wszystko popsuła i monaster znalazł się wraz ze swoimi mieszkańcami w kropce: byli wyjęci spod prawa. Potem przyszły jeszcze gorsze czasy: sowieci zdewastowali, a hitlerowcy wysadzili na koniec monaster obronny w powietrze. Dopiero w latach osiemdziesiątych zaczęto przywracać to miejsce prawosławnym. Kiedy byłym tu, w Supraślu, jakieś 12 lat temu, monaster dopiero pieczołowicie odbudowywano. Teraz dużo w nim dywanów, ikon i różnego świętego złota.

Zanim obejrzeliśmy monaster jak pięść czy pocisk gadał nam pięknie młody jak Leonardo di Caprio zakonnik. Mowę miał gładką i wyuczoną w zasadzie bez zaśpiewu. Ręce sobie składał, tulił, rozwierał ku nam i z nami. Dopadł mnie nagle ten sam zapach, co u zakonników w Rzymie. Nie wiem, czy jednak to samo rzeczywiście, ale podobne.

© Maciej Wróblewski