nowości 2026

Kazimierz Brakoniecki Ostre Bardo

Tomasz Majzel Święty spokój

Karol Samsel Autodafe 9

książki z 2025

Maria Bigoszewska Gwiezdne zwierzęta

Jan Drzeżdżon Rotardania

Anna Frajlich Pył [wiersze zebrane. tom 3]

Tomasz Hrynacz Corto muso

Jarosław Jakubowski Żywołapka

Wojciech Juzyszyn Efemerofit

Bogusław Kierc Nie ma mowy

Andrzej Kopacki Agrygent

Zbigniew Kosiorowski Nawrót

Kazimierz Kyrcz Jr Punk Ogito na grzybach

Artur Daniel Liskowacki Zimno

Grażyna Obrąpalska Poprawki

Jakub Michał Pawłowski Agrestowe sny

Uta Przyboś Coraz

Gustaw Rajmus Królestwa

Rafał Sienkiewicz Smutny bóg

Karol Samsel Autodafe 8

Karol Samsel Cairo Declaration

Andrzej Wojciechowski Nędza do całowania

WĘDROWNICZEK, Jak uśmiech kota

2022-02-03 15:50

„Perpendykiel” to dawna potoczna nazwa wahadła. Co prawda tytuł debiutanckiego tomu (Warszawa 2020) krakowskiej poetki i anglistki, Anny Luberdy-Kowal, jest staroświecki, ale jej wiersze są już z tego świata, takie jakie się pisze w XXI wieku. Które na ogół pseudonimują i nie mówią wprost, kryją się za podwójną gardą niedopowiedzeń i aluzji oraz są ubrane w ekwilibrystykę języka. Za tym wszystkim czają się jednak tłumione emocje i życiowe traumy, a kieruje tą postawą niechęć przed zbytnim odkryciem się. „Ktoś zerwał mnie z drzewa jak uśmiech kota. Tyle o mnie” – informuje lapidarnie poetka na tylnej stronie okładki. To prawda. Mimo wagi poruszanych w wierszach problemów, czytelnik stale czuje wyłaniający się spoza słów dobroduszny półuśmiech.
Tytułowy utwór mówi oczywiście o upływie czasu (a „mamy go tyle by przeczytać wiersz”), ale i o wahaniu się, ważeniu win i obaw. Powinniśmy wobec tego korzystać z każdej chwili, wychodzić poza strach, topić smutki. Psychologiczno-egzystencjalne zapisy autorki „Perpendykla” mają niekiedy cechy introspekcji. Wspomnienia z dzieciństwa i pamięć o pierwszych miłościach budzą poczucie wstydu i kompleksy. Pojawia się zasadnicze pytanie: „skąd zło?”.
Luberda-Kowal opowiada historie pragnień i namiętności, nie przemilczając przy tym kobiecych krzywd. Przechowuje w wierszu pamięć o zmarłych, o dramatycznych chwilach życia („wynoszę zmarłego z domu”), o samobójstwach. Kreśli niewymuszone portrety ludzi zepchniętych przez los na margines i snuje opowieści z półświatka rodem. Zapisuje wędrówki ulicami żydowskich dzielnic Krakowa (Kazimierz) i Jerozolimy (Me’a Sze’arim), gdzie historia miesza się ze współczesnością, a po nieobecnych pozostały jedynie macewy i ból.
Poetka wykazuje się nie lada zmysłem reporterskim w lirycznych impresjach z Jerozolimy oraz z wizyty w szpitalu psychiatrycznym w Krakowie. Z temperamentem i swadą prowadzi też poetyckie dialogi z Marcinem Świetlickim. A przede wszystkim jest to kobiece pisanie, bo – jak pisze w wierszu „przeliczmy się” – „jesteśmy kobietą / wszystkimi i tą jedną”.

© Marek Czuku