Nowości 2019

Jarosław Błahy Rzeźnik z Niebuszewa

Piotr Kępiński Po Rzymie. Szkice włoskie

Andrzej Kopacki Inne kaprysy

Karol Samsel Autodafe 2

Bartosz Suwiński Bura. Notatnik chorwacki


Paweł Tański Okolicznik północnych pól

Andrzej Wasilewski Jestem i

Sławomir Wernikowski Passacaglia

Jurij Zawadski Wolny człowiek jeszcze się nie urodził

 

Nowości 2018

Jacek Bielawa Kościelec

Zbigniew Chojnowski Zawsze gdzieś jest noc

Wojciech Czaplewski Książeczka rodzaju

Marek Czuku Stany zjednoczone

Janusz Drzewucki Obrona przypadku. Teksty o prozie 2

Anna Frajlich Laboratorium (wydanie 3, rozszerzone)

Jerzy Franczak Święto odległości

Małgorzata Gwiazda-Elmerych Czy Bóg tutaj

Lech M. Jakób Do góry nogami

Jolanta Jonaszko Bez dziadka. Pamiętnik żałoby

Péter Kántor Czego potrzeba do szczęścia

Bogusław Kierc Notesprospera

Wojciech Klęczar Flu Game

Zbigniew Kosiorowski Zapadnia

Sławomir Kuźnicki Kontury

Bogusława Latawiec Pierzchające ogrody

Artur Daniel Liskowacki Spowiadania i wypowieści

Piotr Michałowski Zaginiony w kreacji. Poemat z przypadku

Dariusz Muszer Baśnie norweskie

Uta Przyboś Tykanie

Karol Samsel Autodafe

Miłosz Waligórski Sztuka przekładu

City 4. Antologia polskich opowiadań grozy

 

WĘDROWNICZEK, Poezja jak kawałek suchego chleba, czyli wspomnienie o Jerzym Waleńczyku

WĘDROWNICZEK Marka Czuku » WĘDROWNICZEK, Poezja jak kawałek suchego chleba, czyli wspomnienie o Jerzym Waleńczyku

Jerzy Waleńczyk był poetą bardzo łódzkim, całe jego życie było związane z Łodzią, tu się urodził i zmarł, a spora część jego twórczości dotyczyła naszego miasta: dzielnic, peryferii, ulic i parków, kawiarni i restauracji, a przede wszystkim ludzi, zwłaszcza tych prostych, stale doświadczanych przez przewrotny los.
Przyszedł na świat w rodzinie robotniczej w 1927 r. Po wojnie zdał maturę i zaraz potem ukończył studia polonistyczne na Uniwersytecie Łódzkim. Talent literacki pozwolił mu dość wcześnie, bo w wieku 22 lat, zadebiutować wierszami w tygodniku „Wieś” oraz w „Kuźnicy”. Przełomowy okazał się dla niego rok 1957, gdy wydał swój pierwszy tom poetycki „Wino półsłodkie” w prestiżowym Wydawnictwie „Iskry”.
To wtedy wchodziło do literatury na fali popaździernikowej odwilży tzw. pokolenie ’56. Waleńczykowi była bliska postawa innych ówczesnych debiutantów – jak Herbert, Białoszewski, Bursa czy Grochowiak – przejawiająca się poczuciem obcości w świecie pozbawionym ładu, tęsknotą za stałymi wartościami, a także potrzebą autentyzmu, m.in. poprzez nobilitację codzienności. Młodych poetów cechowała również świeżość lirycznego tonu, śmiałość wyobraźni, ciekawie powiązana ze skłonnością do konkretu, a także postawa buntu i moralnego niepogodzenia ze światem.
Zwieńczeniem tego dobrego dla Waleńczyka czasu było zdobycie przez niego I nagrody w turnieju poetyckim podczas Festiwalu Młodej Poezji Polskiej w Poznaniu. Nagrodzony wiersz „Śpiew dla Rzeczypospolitej”, w którym dominuje ton ironiczno-patriotyczny, kończy się słowami: „Rzeczypospolito! To są twoje syny, / Noc chociaż krótka złudzenia wydarła, / A teraz przepłukują swe ochrypłe gardła. / Matką bądź dla nich. Nie w nich szukaj winy”.
W tymże roku debiutował również inny łodzianin – Jarosław Marek Rymkiewicz tomem wierszy „Konwencje”. Krytyka od razu zwróciła uwagę na obu debiutantów, wróżąc im dobrą literacką przyszłość. Rymkiewicza i Waleńczyka łączyło nie tylko miejsce zamieszkania oraz rok debiutu książkowego, ale również fascynacja poezją anglosaską, zarówno jej teorią, jak i praktyką. W ich wierszach odnaleźć można wiele zapożyczeń z Eliota, Audena, Pounda czy Stevensa.
Kariera literacka stała więc przed ambitnym chłopakiem ze Stoków otworem, drukował bowiem swoje wiersze i opowiadania w liczących się wtedy pismach: w „Twórczości”, „Współczesności”, „Życiu Literackim”, „Tygodniku Kulturalnym”, „Nowej Kulturze”, „Po prostu”, „Od Nowa”, „Panoramie”, a dwa lata po debiucie „Iskry” wydały mu kolejny zbiór wierszy „Blaszany kogut”. Współczesnych poetów na pewno zaintryguje jego nakład: 1.500 + 250 egz. Jednocześnie pojawiły się publikacje zagraniczne Waleńczyka w antologiach prezentujących nową polską poezję: w Wielkiej Brytanii, Niemczech Zachodnich i Szwecji.
Jerzy Waleńczyk z tamtych czasów wspominany jest jako bon vivant, który czerpie pełnymi garściami z życia, człowiek ogromnej pasji twórczej, a przy tym łagodny i dobroduszny, choć we wnętrzu noszący głębokie przeżycia. Był stałym bywalcem stolików w „Łodziance” i „Honoratce” oraz nieustraszonym spacerowiczem po Pietrynie, prowadził też teatr-kabaret w „Pałacyku” przy ul. Piotrkowskiej 262, zachodził często do łódzkich redakcji.
I w tym najlepszym dla niego okresie nastąpiło załamanie. W 1960 r. Waleńczyk wziął udział w kolejnym Festiwalu Młodej Poezji Polskiej w Poznaniu. Został tam ciężko pobity przez Edwarda Stachurę i Romana Śliwonika, w wyniku czego przeżył zapaść psychiczną. Nie podniósł się już z niej do końca życia. (...)

[cały tekst można przeczytać w styczniowym numerze miesięcznika „Kalejdoskop”]

© Marek Czuku

  • Dodaj link do:
  • facebook.com