Kazimierz Brakoniecki Ostre Bardo
Konrad Liskowacki Pomurnik
Tomasz Majzel Święty spokój
Karol Samsel Autodafe 9
Kazimierz Brakoniecki Ostre Bardo
Konrad Liskowacki Pomurnik
Tomasz Majzel Święty spokój
Karol Samsel Autodafe 9
Maria Bigoszewska Gwiezdne zwierzęta
Jan Drzeżdżon Rotardania
Anna Frajlich Pył [wiersze zebrane. tom 3]
Tomasz Hrynacz Corto muso
Jarosław Jakubowski Żywołapka
Wojciech Juzyszyn Efemerofit
Bogusław Kierc Nie ma mowy
Andrzej Kopacki Agrygent
Zbigniew Kosiorowski Nawrót
Kazimierz Kyrcz Jr Punk Ogito na grzybach
Artur Daniel Liskowacki Zimno
Grażyna Obrąpalska Poprawki
Jakub Michał Pawłowski Agrestowe sny
Uta Przyboś Coraz
Gustaw Rajmus Królestwa
Rafał Sienkiewicz Smutny bóg
Karol Samsel Autodafe 8
Karol Samsel Cairo Declaration
Andrzej Wojciechowski Nędza do całowania

Pewnego razu kogut stał na stercie gnoju i piał na cały głos, bijąc skrzydłami powietrze. I wtedy nadszedł lis.
– Dzień dobry – rzekł – słyszałem, jak pięknie piejesz. Myślę, że jesteś tak samo zdolny jak twój ojciec, który potrafił stać na jednej nodze i piać przy tym z zamkniętymi oczami.
– To potrafię też i ja – rzekł kogut, stanął na jednej nodze i zapiał. Jednakże zamknął tylko jedno oko. Następnie wypiął pierś i bił skrzydłami powietrze, jakby nie wiadomo co wielkiego czynił.
– To dopiero było wspaniałe – stwierdził lis. – Prawie tak samo wspaniałe jak to, gdy ksiądz odprawia mszę w kościele. Jednakże czy potrafiłbyś stanąć na jednej nodze i zapiać, mając zamknięte dwoje oczu? Doprawdy, nie wierzę, że dałbyś sobie radę. Ale z twojego ojca to był dopiero kawał koguta!
Oczywiście kogut nie chciał być gorszy od swego ojca, tak więc stanął na jednej nodze, zamknął oczy i – cap! – lis złapał go i pociągnął do lasu. Pod starą jodłą miał go zamiar pożreć.
– Widzę, że ty, lisie, nie jesteś tak bogobojny, jak twój ojciec – rzekł kogut. – On nie zasiadłby nigdy za stołem, uprzednio się nie przeżegnawszy i nie zmówiwszy modlitwy przed jedzeniem.
Lis chciał pokazać, że jest bogobojny, puścił więc swoją zdobycz i chciał się przeżegnać. A wtedy kogut w mig podfrunął na drzewo.
– I tak mi nie uciekniesz! – rzekł lis i udał się na stronę, gdzie zebrał kilka świeżych strużyn, z którymi wrócił pod drzewo.
Kogut z zaciekawieniem spoglądał w dół.
– Co tam masz? – zapytał.
– To jest list od papieża z Rzymu – odparł lis. – Papież pisze mi, że właśnie został zawarty pokój między wszystkimi zwierzętami.
Jednakże kogut pozostał na swojej gałęzi, wyciągał tylko szyję, jakby czemuś się przyglądał.
– Co tam widzisz? – zapytał lis.
– Och, wydaje mi się tylko, że dostrzegam psy wiejskiego policjanta – rzekł kogut.
– Mój Boże, czas najwyższy wziąć nogi za pas! – zawołał lis.
– Ale czyż nie zawarto pokoju?
– A pewnie, pewnie, obawiam się jednak, że te głupie psy jeszcze o tym nie wiedzą – rzekł lis i czmychnął w głąb lasu.
Bajka pochodzi z niepublikowanego zbioru:
Bajki, klechdy, podania i anegdoty z Norwegii