Nowości 2019

Karol Samsel Autodafe 2
 

Nowości 2018

Jacek Bielawa Kościelec

Zbigniew Chojnowski Zawsze gdzieś jest noc

Wojciech Czaplewski Książeczka rodzaju

Marek Czuku Stany zjednoczone

Janusz Drzewucki Obrona przypadku. Teksty o prozie 2

Anna Frajlich Laboratorium (wydanie 3, rozszerzone)

Jerzy Franczak Święto odległości

Małgorzata Gwiazda-Elmerych Czy Bóg tutaj

Lech M. Jakób Do góry nogami

Jolanta Jonaszko Bez dziadka. Pamiętnik żałoby

Péter Kántor Czego potrzeba do szczęścia

Bogusław Kierc Notesprospera

Wojciech Klęczar Flu Game

Zbigniew Kosiorowski Zapadnia

Sławomir Kuźnicki Kontury

Bogusława Latawiec Pierzchające ogrody

Artur Daniel Liskowacki Spowiadania i wypowieści

Piotr Michałowski Zaginiony w kreacji. Poemat z przypadku

Dariusz Muszer Baśnie norweskie

Uta Przyboś Tykanie

Karol Samsel Autodafe

Miłosz Waligórski Sztuka przekładu

City 4. Antologia polskich opowiadań grozy

 

NOTES, „Pies ludzki”

NOTES Karola Samsela » NOTES, „Pies ludzki”

Jak w literaturze powinna odbywać się obrona człowieka, jaki proces i przebieg powinny ją charakteryzować? Nawet obrońca-sceptyk występuje przecież z określonej arendy i owszem jest wielkoduszny, ale jest to wielkoduszność determinowana cieniem światopoglądu, który w sobie pielęgnuje. Nie ma bowiem cnoty wolnej od przekonania, zwłaszcza jeżeli jest to przekonanie literackie. Mimo wszystko nie wyobrażam sobie, by miłosierny Tomasz Mann opatrzył mi rany. Nie potrafię przedstawić sobie jego określonego wyobrażenia, nie umiem zobaczyć Manna w posłudze, podobnie jak nie ujrzałbym od razu Stanisława Lema w ubraniu pielęgniarza czy opiekuna medycznego w ośrodku dla wentylowanych respiratorem, w działaniu, w praxis świętego. Ale może należałoby się ćwiczyć w tego rodzaju widzeniu? Pisarz – a więc sługa oraz adwokat człowieka zarazem, utalentowany „pies ludzki”, rzeczywisty, namacalny Homini Canis, czyli hominikanin, ten, który jedynie w chwilach egzaltacji przeobraża się w bławatnego bożka sławiącego charakter swojego gatunku. Ale poza tymi uniesieniami – jest zupełnie bez arendy, ciągle w posłudze, całkowicie pozbawiony swoich egzystencjalizmów.

Nie wiem, skąd we mnie myśli tego rodzaju. Dość trudno przychodzi mi teraz, tu nadać, dobrać im właściwą nazwę. Nie ma w tym wszystkim z pewnością młodzieńczego „akolictwa” Jerzego Andrzejewskiego (tak dobrze widocznego w jego listach wojennych do Czesława Miłosza). Może jest Tołstoj, ale – doprawdy – czy mogę o sobie powiedzieć, że znam i rozumiem Lwa Nikołajewicza Tołstoja? Może jedynie wydaje mi się, że jakaś dobra tołstojewszczyzna, współczesna, unowocześniona byłaby remedium na dzisiejszy literacki rekolekcjonizm w Polsce? Na Jarosława Marka Rymkiewicza, jego Kinderszenen, a po przeciwnej stronie, w szlachetnej kontrabandzie – na, dajmy na to, nie oceniając niczego jeszcze, Przemysława Dakowicza, Afazję polską, Marka Bieńczyka, Tworki? Owszem, niezupełnie przypadkowo piszę o tym w przededniu kolejnej rocznicy wybuchu powstania warszawskiego. Dobrze w takich okolicznościach pomyśleć o literaturze miłosierdzia, o dobrej, genialnej literaturze zlitowania, której (jak dobrze wiemy) nie ma. O innej Śmierci w Wenecji, która mogłaby być napisana jako książka ku odpuszczeniu, nie dopuszczeniu win. Zdrowaś bądź, Mannie pełen łaski? Przedziwne, jakkolwiek też, przyznajmy zarazem, niezwykle – jako eksperyment myślowy – pobudzające.

© Karol Samsel

  • Dodaj link do:
  • facebook.com