Kazimierz Brakoniecki Ostre Bardo
Tomasz Majzel Święty spokój
Karol Samsel Autodafe 9
Kazimierz Brakoniecki Ostre Bardo
Tomasz Majzel Święty spokój
Karol Samsel Autodafe 9
Maria Bigoszewska Gwiezdne zwierzęta
Jan Drzeżdżon Rotardania
Anna Frajlich Pył [wiersze zebrane. tom 3]
Tomasz Hrynacz Corto muso
Jarosław Jakubowski Żywołapka
Wojciech Juzyszyn Efemerofit
Bogusław Kierc Nie ma mowy
Andrzej Kopacki Agrygent
Zbigniew Kosiorowski Nawrót
Kazimierz Kyrcz Jr Punk Ogito na grzybach
Artur Daniel Liskowacki Zimno
Grażyna Obrąpalska Poprawki
Jakub Michał Pawłowski Agrestowe sny
Uta Przyboś Coraz
Gustaw Rajmus Królestwa
Rafał Sienkiewicz Smutny bóg
Karol Samsel Autodafe 8
Karol Samsel Cairo Declaration
Andrzej Wojciechowski Nędza do całowania
Słynny eksperyment Hilary’ego Putnama z mózgami w naczyniu – co nie jest być może widoczne na pierwszy rzut oka – daje się stosunkowo łatwo przenieść w obszar świata artystycznego. Żeby jednak wskazać na możliwość przesunięcia tego rodzaju, trzeba przypomnieć, że Putnamowski eksperyment miał charakter stricte teoretyczny. Usiłował on problematyzować świat, w którym tracimy pewność co do natury własnych przekonań i przedstawień, także tych ontycznych: co bowiem, jeżeli jesteśmy mózgami zanurzonymi przez naukowców w pożywce odpowiadającej za doznawane przez nas jakości zmysłowe? Pożywka owa wypełnia naczynie, które odpowiadałoby granicom naszego jakościowego doznawania świata w ogóle.
Sednem całego Putnamowskiego problematu jest próba odpowiedzi na pytanie o to, czy mózg w naczyniu może kontemplować swoje stany wewnętrzne, przede wszystkim – czy jest w stanie rozważać swoją własną kondycję, podejrzewać poprzez krytyczną autorefleksję, czy jest mózgiem w naczyniu i czy ta autorefleksja (przede wszystkim w aspekcie krytycznym) może pozostawać samodzielną, tj. czy może nie być efektem działania pożywki, a innymi słowy – nie być życzeniem naukowca, by mózg w ten właśnie tragiczny lub euforyczny sposób przeżywał w wielu radykalnych odmianach – samego siebie.
Świat artystycznych mózgów w naczyniu redukuje się całkowicie do świata artysty oraz jego wytworów otaczających go jako tzw. manifestacje artystycznej tożsamości. Najważniejszym pytaniem obrazującym sytuację klinczu jest w tym wypadku pytanie o charakter bodźcującej pożywki, którą się możemy sycić. A co jeżeli nasze wewnętrzne przekonanie o sobie samym jako artyście i autorytecie, modelowane nie tylko przecież przez sądy, opinie innych o naszym dziele, lecz także przez sposób jakościowego oddziaływania dzieła na nas samych, dzieła, które stworzyliśmy i które zwraca nam swą siłę tak, abyśmy mogli właściwie jej rozmiar ocenić – co jeżeli tego rodzaju energie nie są energiami, a wyłącznie specyficznym efektem działania pożywki i nawet kontemplowanie swojego krytycznego stanu, nasze autotematyczne olśnienia – mogą stanowić rezonans zaprogramowanego w określony sposób „chemicznego krzyżowania”?
Na to pytanie nie ma dobrej odpowiedzi, i bodaj nie powinno również – nigdy być. Jeżeli zamykało się drogę w sztuce „kartezjańskiemu demonowi”, jedyne, co pozostaje w sytuacji, w której nas on dopada, to mądrze i spokojnie dyskutować z iluzjożercą. Tak jak Jöns ze Śmiercią z Siódmej pieczęci. Tak jak Valentine Dussaut z Josephem Kernem z Trzech kolorów: Czerwonego. Bezbronne otwarcie się na całe spektrum iluzjożerczych doświadczeń jest oczywiście najboleśniejsze dla tych, którzy za miarę i aksjomat własnej artystycznej tożsamości przyjęli akty transgresji i transcendencji, i w co głęboko wierzyli – cali złożeni zostali z nieprzeliczonych decyzji tego właśnie rodzaju: o transgresji lub transcendencji poza rzeczywistość – na własną rękę rozgraniczaną.
© Karol Samsel