otwierasz dłoń i ptaki, przebudzone świtem, odlatują krzycząc jak wypuszczone z twojej ręki. od strony jawy pochodzi inny dźwięk, ktoś gwiżdże w korytarzu, odśrubowuje i naprawia zamek w drzwiach, nikt jeszcze nie wie, że po południu spadnie wielki śnieg i właśnie dziś wyjedziecie na białą, niespokojną od zakrętów drogę. zasypana po czarne czubki drzew. nie pisz o tym zaraz na początku, nigdy dobrze się nie kończy takie rozpoczynanie zdarzeń świata, nie przywiązuj się też do wyobrażenia, jak powinno być. świat może zjawić się z każdej strony, bramy są jeszcze ani otwarte, ani zamknięte. i napisz, że jesteście tu tylko dwie.