Mogę wchodzić i wychodzić, sny puszczone wolno, wpuszczone do jawy, każdy obdarzony duszą, do której nikt się nie przyznaje, Melania Klein staje w bocznych drzwiach zamku Gormenghast, dziewiętnastowieczna dama w kapeluszu, schodzi po dwu schodkach, z tej perspektywy dwudziesty pierwszy wiek wydaje się niemożliwy, muszę zawrócić, nawet nie chce mi się mówić, co jest mijane, mamy tu do czynienia z przykładem osobliwego zjawiska projekcji w przeszłość, dzieje się to podczas zmniejszania się Księżyca, nie wyciągam wniosków, aby świadomość nie wprowadzała zakłóceń, wystarczy wygląd świata jak przed kataklizmem: niebo ciężkie, ciemnoszare, drzewa wyrzucają w powietrze wiatr, sąsiad wychodzi w gumowcach, chociaż jeszcze nie pada, bardzo nisko przelatuje helikopter i czytam na pozostawionym, oderwanym skrawku o trąbach powietrznych, o wirach, które mają tendencję do zakręcania, a nic nie porusza się ruchem wirowym samo z siebie, galaktyki, ciała niebieskie, też musiały zostać chociaż raz popchnięte, odwracam papier - z drugiej strony coś innego.
© Marta Zelwan