nowości 2025

Karol Samsel Autodafe 8

książki z 2024

Anna Andrusyszyn Pytania do artystów malarzy

Edward Balcerzan Domysły

Henryk Bereza Epistoły 2

Roman Ciepliński Nogami do góry

Janusz Drzewucki Chwile pewności. Teksty o prozie 3

Anna Frajlich Odrastamy od drzewa

Adrian Gleń I

Guillevic Mieszkańcy światła

Gabriel Leonard Kamiński Wrocławska Abrakadabra

Wojciech Ligęza Drugi nurt. O poetach polskiej dwudziestowiecznej emigracji

Zdzisław Lipiński Krople

Krzysztof Maciejewski Dwadzieścia jeden

Tomasz Majzel Części

Joanna Matlachowska-Pala W chmurach światła

Piotr Michałowski Urbs ex nihilo. Raport z porzuconego miasta

Anna Maria Mickiewicz Listy z Londynu

Karol Samsel Autodafe 7

Henryk Waniek Notatnik i modlitewnik drogowy III

Marek Warchoł Bezdzień

Andrzej Wojciechowski Zdychota. Wiersze wybrane

PLANETA, Historia wierszy 68

2018-07-21 16:12

Z Norwidem wiele mnie łączy choć nigdy nie napisałam o nim wiersza. Łączy nas niewidzialny satelita. Odłamek z innej galaktyki zawieruszony w Układzie Słonecznym. Nigdy nie inspirowałam się jego wierszami. Może Wierszem dla Kalergis i białymi klawiszami fortepianu. Może też Kamieniami, które spadają w Veronie. A jednak coś nas połączyło. W sumie nie wiem co. Było to 1989 roku w Piotra i Pawła czyli w czerwcu. Coś o świcie - choć wtedy nigdy nie budziłam się tak rano – obudziło mnie. Obudziło i jakby prowadziło. Czułam się jak w transie. Wyszłam bez słowa z domu i wsiadłam do tramwaju. Wiedziałam tylko, że mam pojechać do wrocławskiej Katedry. Szłam jak pod dyktando nie tyle głosu, co moich stóp. Cały czas coś mnie prowadziło. Prowadziło do momentu, gdy znalazłam się w katedrze i stanęłam przed jednym z gotyckich filarów. Nagle zobaczyłam, że na filarze jest tablica pamiątkowa dla Norwida. Byłam zdumiona. Przyklęknęłam i pomodliłam się. Tak, jeszcze wtedy modliłam się katolickimi modlitwami. Na tablicy był cytat z jego wiersza, do mnie dotarło jedno słowo z tego cytatu „do przyszłych wnuków”. Czy miałam się czuć jak jego przyszły wnuk? Nie mogłam zrozumieć całej tej sytuacji. Potem w 1998 roku, gdy wyjechałam na Stypendium do Paryżu, los tak pokierował, że znalazłam się w Domu Św. Kazimierza gdzie żył i zmarł Norwid. Mieszkałam siedem pokoi za pokojem Norwida. Tam też poznałam jedną z największych moich miłości i przyjaźni mojego życia Panią Joannę Glazewski-Krasińską. Pokochałam ją. Ona prawnuczka Krasińskiego i ja w miejscu, gdzie przebywał Norwid. Wróciły czasy wielkiej emigracji, powstań, i polskiego romantyzmu. Joanna pokochała moje wiersze, chciała ich słuchać, nagrywała je, by w samotności być z nimi. Byłam szczęśliwa, czułam się jakby to sam Krasiński słuchał moich wierszy. To Joanna odczytała mi list księcia Adama Czartoryskiego do swoich wnuków. Byłam onieśmielona i wzruszona. Choć wiele z tego listu z przejęcia nie zapamiętałam, liczył się jednak sam fakt obdarzenia mnie tymi słowami i intencjami. Potem po wielu życiowych burzach znalazłam się w Krakowie na Ojcowskiej. Podczas lata 2010 wzięłam do ręki książkę Norwida i nagle poczułam, że trzymam w rękach wielki kamień. Nie wiem czym był ten kamień. Co mógł oznaczać? Nazwałam go świętym kamieniem Abrahama. Pojawia się w i wierszu „Rozmowa za murem cyprysów” („Hologramy” 2015).

© Ewa Sonnenberg