Żyję tu sobie. Pomiędzy przytłaczającym dniem, a ciemną nocą. Raz lepiej raz gorzej. Któryś rok w końcu wypadnie mi z głowy, tak zwyczajnie, bez przyczyny. Zapewne w wyniku skutków ubocznych. Jeżeli dobrze pamiętam z ulotek medycznych, wciąż może mnie nudzić, wysypać na ciele, palić do żywego pod językiem, w gardle, mogę taż zapaść w sen. Po przebudzeniu mogłabym czytać grube tomiska, na które nie miałam wcześniej czasu. Mogłabym zmierzyć stopami powierzchnię sypialni, obejść łóżko w obu kierunkach. Żyję tu sobie w cieniu. W szarej farbie, którą nakładam okręgami na bawełniany papier.
© Małgorzata Południak