Kazimierz Brakoniecki Ostre Bardo
Konrad Liskowacki Pomurnik
Tomasz Majzel Święty spokój
Karol Samsel Autodafe 9
Kazimierz Brakoniecki Ostre Bardo
Konrad Liskowacki Pomurnik
Tomasz Majzel Święty spokój
Karol Samsel Autodafe 9
Maria Bigoszewska Gwiezdne zwierzęta
Jan Drzeżdżon Rotardania
Anna Frajlich Pył [wiersze zebrane. tom 3]
Tomasz Hrynacz Corto muso
Jarosław Jakubowski Żywołapka
Wojciech Juzyszyn Efemerofit
Bogusław Kierc Nie ma mowy
Andrzej Kopacki Agrygent
Zbigniew Kosiorowski Nawrót
Kazimierz Kyrcz Jr Punk Ogito na grzybach
Artur Daniel Liskowacki Zimno
Grażyna Obrąpalska Poprawki
Jakub Michał Pawłowski Agrestowe sny
Uta Przyboś Coraz
Gustaw Rajmus Królestwa
Rafał Sienkiewicz Smutny bóg
Karol Samsel Autodafe 8
Karol Samsel Cairo Declaration
Andrzej Wojciechowski Nędza do całowania
»Ostatnie lato młodości, ostatnie lato przed końcem wszystkiego.
– Jedziemy – mówi Emilka.
– Jedziemy – potwierdza Karolina.
– Jedziemy – powtarza Bratek.
– „A love supreme, a love supreme, a love supreme” – słyszą w samochodowym radiu.
Tacy będą już zawsze, cali w słabnącym świetle sierpniowego słońca, w podróży pod coraz bledszym niebem, ciągle jeszcze w cieple«.
Tak się zaczyna powieść Aleksandra Wiernego „Słabnące światło sierpniowego słońca” (Warszawa 2021), a jednocześnie fragment ten to przewijający się przez nią lejtmotyw. Zresztą takich powracających i współbrzmiących fraz czy tematów jest w książce Wiernego więcej. Rządzi nimi jazzowy rytm, prowadzący w konsekwencji do kulminacji, która stanowi tak jakby kodę w quasi-muzycznej konstrukcji powieści. Nieprzypadkowo więc za każdym razem, gdy bohaterowie włączają radio, słyszą utwór z kultowego albumu Johna Coltrane’a. „A love supreme” to świadectwo duchowej przemiany mistrza saksofonu.
Spotkali się przypadkiem w częstochowskiej knajpce Serotonina. „Bratek miał niespełna pięćdziesiąt lat, Karolina była ciut młodsza, a ciało dwudziestosześcioletniej Emilki nie nosiło żadnych oznak starości”. Nic ich wcześniej nie łączyło, nie znali się wcale. Teraz chcieli o czymś zapomnieć, od czegoś uciec, coś przeżyć. Tu jednak nic się nie dzieje przypadkowo. Bo serotonina znaczy hormon szczęścia, a Częstochowa to święte miasto Polaków.
Jadą przed siebie jak bohaterowie filmów drogi „Easy Rider” oraz „Znikający punkt”. Podobnie jak oni zażywają narkotyki, tu również polują na nich źli ludzie. W trakcie podróży donikąd odkrywają wspólne wartości – wolność, przyjaźń, bezinteresowność. Po drodze spotykają i mijają różnych przypadkowych ludzi – rozmodlonych pielgrzymów, recepcjonistów i kelnerki, opalonych turystów i ich dzieci, „starszego mężczyznę, ciemnookiego, opalonego, długowłosego, broda proroka, strój żebraka” oraz młodego, gadatliwego autostopowicza, którego Emilka wyprosiła z samochodu. W kolejnych zajazdach i motelach zamawiają wciąż to samo: parówki, jajecznicę, kawę. A potem palą wspólnie papierosy.
Najbardziej z całego towarzystwa bezpośrednia, a jednocześnie wulgarna jest pracująca jako barmanka Emilka. Zachowuje się przy tym asertywnie, potrafi wyznaczać granice („Ale żadnego ruchania”). Nie umie w życiu zagrzać na dłużej miejsca i stale ucieka przed nudą. Bratek to typowy samotnik, który chce „zapomnieć o ciężarze rosnącym w brzuchu” (ciągle go łapią jakieś bóle). Ma z czego żyć, odziedziczył wysoki spadek. Karolina zaś ma już dosyć zdrad swojego bogatego męża, właściciela siedmiu aptek, a jednocześnie narkotykowego dilera. Wszyscy chcą zmiany, jakakolwiek by ona była. Chcą znaleźć się na drodze, chcą być w ruchu, oddzielić się od przeszłości. (...)
[całą recenzję będzie można przeczytać w jednym z kolejnych numerów „eleWatora”]
© Marek Czuku