copyright © https://www.facebook.com/KarmelBrodaty 2026
Dzień dobry wieczór, parafianie.
Czytałem sobie ostatnio zbiór opowiadań grozy.
Od samego początku, od pierwszego zdania, towarzyszyło mi jakieś dziwne uczucie niepokoju (nie tykam alkoholu, więc to nie to).
Każde kolejne opowiadanie dokładało cegiełkę do tej ciężkości. Raz mniejszą, raz większą (przecież pisałem już, że nie piję).
Dopiero po przeczytaniu 24 opowiadań zawartych na 120 stronach zainteresowałem się, co właściwie oznacza tytuł tego zbioru: „Angst”.
W dosłownym tłumaczeniu z niemieckiego to lęk, niepokój, ale taki nienazwany, bliżej nieokreślony.
Czy autor wiedział, jakie uczucie wywoła u czytelnika? Czy celowo nadał taki tytuł, żeby ten niepokój spotęgować? Rzucić swoistą klątwę?
No to mu się udało, bo ta książka to kawał cholernie dobrego weird fiction.
Sobota i niedziela, kawa, balkon. Idealny moment, żeby zanurzyć się w opowiadaniach Gustawa Rajmusa, wydanych nakładem Wydawnictwo FORMA (zresztą mają oni więcej ciekawych pozycji horrorowych, których próżno szukać gdzie indziej). I cholera, pochłonęły mnie bez reszty.
Znajdziemy tam istoty zabierające światło, pacynki niewymagające lalkarza, matkę mordującą własne dzieci czy kozłopodobną istotę będącą jednocześnie matką i ojcem małej dziewczynki (serio, przecież mówiłem, że nie piję).
Cholera, z opowiadania „Sad” przeczytałbym całą powieść. W tym świecie, z tą historią lub bez niej. To właśnie tutaj małej dziewczynce umiera opiekunka? Druga matka? A jedyne, co później spotyka, to istota z głową kozła i skrzydłami, która daje jej ostrze.
No przecież ten świat aż się prosi o rozwinięcie!
Wszystko trzyma wysoki poziom, ale nie byłbym Brodatym, gdybym się do czegoś nie przyczepił (tzn. pewnie byłbym dalej, ale chciałem nadać tej wypowiedzi wyższą rangę).
Zakończenia. A czasem ich brak. Albo raczej nie brak zakończenia, tylko brak domknięcia.
Ja wiem, że taka natura gatunku. Wiem, że czasem to, co nienazwane, znacznie mocniej wrzyna się w mózg. Wiem też, że wyjaśnienie wszystkiego na końcu mogłoby odebrać opowiadaniu magię i grozę, zostawiając człowieka z takim: „Serio? To był tylko duch/wampir/demon/roślina przypominająca człowieka i próbująca mówić?”. (Serio, tam było coś takiego. I nie, nic nie piłem). Ja po prostu lubię wiedzieć.
Ale to, że lubię wiedzieć, nie znaczy, że powinienem wiedzieć.
Dobra, podsumowując. Autor odwalił kawał solidnej roboty. Dawno nie towarzyszył mi taki angst podczas czytania i dawno nic tak skutecznie nie wwierciło mi się w głowę.
(Kochanie, odłóż wiertarkę. To do żony, bo jakoś dziwnie się na mnie patrzyła, kiedy czytałem sobie ten fragment na głos).
Chapeau bas, panie Rajmus. Masz Pan moją uwagę.
Dzięki za kawał solidnej „dziwnej fikcji”.
I po co szukać adrenaliny u obcych, skoro nasi robią to wyśmienicie?
Karmel Brodaty
Gustaw Rajmus Angst — http://www.wforma.eu/angst.html